Najlepsze Polskie Imaginy One Direction

Najlepsze Polskie Imaginy One Direction

poniedziałek, 13 maja 2013

#17 Louis cz.1


-Lou?- zdziwiłam się otwierając drzwi.
Widywaliśmy się naprawdę rzadko, odkąd ze sobą zerwaliśmy. Niedawno minęły już trzy miesiące od naszego rozstania. Chłopak zostawił mnie ze względu na swoją karierę, ciągłe koncerty. Taki związek nie miał szans, by przetrwać. Dzieliło nas zbyt wiele kilometrów. W końcu oboje zdecydowaliśmy, że nie ma sensu ciągnąć tego dłużej. Odbyliśmy długą rozmowę i postanowiliśmy rozstać się w zgodzie. Zostaliśmy tylko przyjaciółmi. Początkowo miałam mu za złe, iż tak po prostu idę w odstawkę, że wybiera sławę. Późnij zrozumiałam go. By wszystko było super potrzebny był czas, bez niego nasz związek mógł się wydawać jedynie fikcją.
-Co Ty tu w ogóle robisz?- zapytałam.
-Myślałem, że się ucieszysz na mój widok- oznajmił.
-Naprawdę, cieszę się, że jesteś- powiedziałam, uśmiechając się do niego.
-Może spędzimy wspólnie trochę czasu? Tak jak za dawnych lat. Tylko Ty i ja. Co Ty na to?
-Brzmi świetnie, tylko że..- zawahałam się. Chciałam mu coś powiedzieć, ale to nie był odpowiedni moment na tego typu rozmowy. Jeszcze nie teraz- Mam mały bałagan... - wybrnęłam- mam nadzieję, że Co to nie przeszkadza?
-Nie- zaśmiał się-przyzwyczaiłem się, że nie lubisz sprzątać.
-W takim razie zapraszam- stwierdziłam i wpuściłam go do środka. Tak jak dawniej, chłopak usadowił się na kanapie. Kiedyś potrafiliśmy przegadać na niej całe dnie i noce. Mieliśmy tyle niesamowitych przygód, wspomnień.
-Chcesz się czegoś napić?- zaproponowałam.
    W jednej chwili dopadło mnie pragnienie. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam butelkę wody. Zaczęłam pić. Każdy łyk stawał się coraz bardziej łakomy. Czułam jak z każdym przełknięciem, opanowują mnie nerwy. Byłam po prostu zdenerwowana spotkaniem ze swoim eks. W pewnym momencie poczułam na ramieniu jego ciepłą dłoń. Automatycznie po moim ciele przeszedł dreszcz. Nadal reagowałam tak na jego dotyk. Nie wiadomo kiedy chłopak odwrócił mnie i zmusił do spojrzenia mu w oczy. Jego niebieskie tęczówki nadal miały w sobie ten urok. Hipnotyzowały. Można było w nich utonąć. Z trudem odwróciłam wzrok. Lou nadal mnie obejmował i w jednej chwili zaczął całować.
    Myślałam, że się zadławię. Miałam usta pełne wody. Odsunęłam się od niego, pokazując przy tym napompowane płynem policzki. Chciałam powiedzieć mu, żeby poczekał, a zamiast tego z moich ust wydobywały się jedynie nic nie znaczące dźwięki.
    W końcu Louis odsunął się ode mnie, umożliwiając mi normalne przełknięcie.
    - Sorry- odezwał się lekko zmieszany.
    - Ok. Nie ma problemu. Po prostu zdziwiłam się. Nie spodziewałam się tego pocałunku. Zaskoczyłeś mnie...
    - Nic Ci nie jest?- zapytał zatroskany. Cały on. Zawsze martwił się czy nic mi nie jest.
    - Nie. Naprawdę wszystko w porządku. Tylko muszę Ci coś powiedzieć...
    Nie zdążyłam nic więcej dodać. Chłopak znowu zatopił swoje usta w moich. Czułam się wyjątkowo niezręcznie. Próbowałam się od niego oderwać, ale chłopak nie dał mi za wygraną. Pogłębił swój wcześniejszy pocałunek. Stał się mocniejszy. Miałam problem z oddychaniem...
    W końcu i ja oddałam jego pocałunek. Stęskniłam się za ruchem jego miękkich warg na moich ustach. Tego nie dało się zapomnieć. W pewnej chwili naparł na mnie, a ja wczepiłam swoje palce między jego włosy. Oboje uderzyliśmy o pobliską ścianę, powodując iż na podłogę spadła szklana ramka, która rozleciała się na tysiące drobniuteńkich okruszków.
    - Ups. Nie sądziłem, że tak się to skończy.
    - Nic się nie stało- zaczęłam- widzisz...
    - Przepraszam, trochę głupio wyszło, ale nie mogłem się opanować. Brakowało mi tego przez cały ten czas. Mam nadzieję, że nie popełniłem wielkiego faux pas. Nie jesteś na mnie zła?
    - Nie, tylko chodzi o to, że ja już kogoś poznałam- Lou zdziwił się i cofnął się o krok.
    - Jak to poznałaś już kogoś? Przez te dwa miesiące?- zapytał nie dowierzając.
    - Właściwie to trzy- poprawiłam go.
    - Nieważne- rzucił, brnąc dalej- poznałaś kogoś?
    - Tak. Faceta. Znaczy chłopaka... Zresztą to chyba nieważne prawda?
    - Dla mnie ważne. Jesteśmy przyjaciółmi. Chciałbym wiedzieć o nim wszystko. Nie wiem, co mu zrobię jeżeli Cię skrzywdzi.
    -Lou- krzyknęłam
    - Tylko, żartuję- w rzeczywistości nie wyglądał na osobę, która żartowałaby. Wydawał się zbyt poważny. Widać było, że był zaskoczony takim obrotem sytuacji- To w takim razie gdzie się poznaliście. Jak się nazywa? Opowiadaj.
    - Louis, to nie powinno Cię interesować. W końcu mam prawo do prywatności- odparłam.
    - Jasne, rozumiem- uniósł jedną brew, a potem na powrót ją opuścił. Wyglądał naprawdę śmiesznie. Co chwila jego twarz wykrzywiała się na różne sposoby. Próbował się uśmiechnąć, a jednocześnie zgrywał obrażonego.
    - Hej, nie zachowuj się tak- zawołałam- On jest naprawdę uroczy. Dobrze się dogadujemy. Miło spędzamy ze sobą czas...
    - Chcesz powiedzieć, że tego brakowało w naszym związku?- spytał urażony.
    - Nie. Nie o to chodzi. W ogóle nie miałam zamiaru powiedzieć czegoś takiego.
    - Myślałem, że właśnie do tego zmierzałaś- wtrącił z przekąsem.
    - Ej. To nie jest miłe.
    - Spójrz tylko na siebie- mówił- promieniejesz. Nigdy taka nie byłaś, gdy chodziliśmy ze sobą. Co robiłem nie tak? Co on ma czego ja nie mogłem Ci dać?- dopytywał.
    - Nie bądź taki.
    - Niby jaki? Coś ze mną nie tak?
    - Czemu jesteś taki... złośliwy? Nigdy taki nie byłeś, nie poznaję Cię...
    - Nie jestem złośliwy- sprostował- po prostu myślałem, że to wszystko skończy się inaczej...
    - Na co liczyłeś, Lou?
    - Nie wiem. Myślałem, że- przestał mówić i zaczął wpatrywać się w ścianę, która nagle najwidoczniej stała się ciekawym obiektem- Przyjechałem tu po to, by z Tobą porozmawiać. Trasa dobiegła końca. Sądziłem, że wszystko wróci do normy. Wiesz ja i ty, że znowu razem. Wielki powrót.
    - Louis Ty naprawdę tak myślałeś? Liczyłeś, że na Ciebie poczekam, że znów będziemy parą? A potem co? Zacznie się kolejna trasa i znowu mnie zostawisz. I tak w kółko będziemy się ze sobą schodzić i zrywać? Przykro mi, ale nie mam na to siły- oznajmiłam, wybiegając z pokoju.
    Poczułam jak do oczu napłynęły mi łzy. Nie spodziewałam się, że Lou będzie chciał, abyśmy byli znowu razem. Nie wiedziałam co miałam zrobić w takim wypadku. Za chwilę powinnam zacząć przygotowania do randki. Byłam rozdarta...
                                                                                     MissPotatoe
    Siemanko:* Co sądzicie o pierwszej części Lou? Macie jakieś pomysły co wydarzy się dalej? Kogo wybierze [T.I]? Piszcie jestem ciekawa Waszych sugestii ;)
    Woow jesteśmy Wam ogromnie wdzięczne za tyle wejść. Nawet nie wiecie ile znaczy dla nas każdy komentarz. Loffciam <333

sobota, 11 maja 2013

#16 Zayn cz.2

                                                     Zayn cz. 1
Z zaświatów wyrwał mnie dzwoniący budzik. Podniosłam się na łokciach i spojrzałam w stronę Mulata. Chłopak nawet nie drgnął, spał w najlepsze. Wygrzebałam się spod kołdry i wzięłam komórkę. Odblokowałam ekran i z niezadowoleniem stwierdziłam, iż jest zdecydowanie za wcześnie. Nie miałam ochoty wstawać. Mimo że przespałam w najlepsze całą noc, byłam nadal zmęczona.
Budzik wciąż dawał o sobie znać. W końcu podniosłam się. Podeszłam do szafki nocnej i wyłączyłam to upierdliwe cholerstwo. Następnie wróciłam do łóżka. Wtuliłam się w ciepłe ciało Zayna, które pod moim dotykiem lekko drgnęło.
-Wstawaj śpiochu- zawołałam. Chłopak nie odpowiedział. Najpierw delikatnie się podniósł, wziął poduszkę, a następnie przykrył nią swoją głowę.- Nie wygłupiaj się. Mamy jeszcze sporo na głowie nim stąd wylecimy.
- Skarbie, daj mi jeszcze pięć- powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- Nie- odrzekłam- nie zgadzam się, leniu.
- [T.I]... jest jeszcze środek nocy- stwierdził.
- Jest dopiero siódma, ale jakbyś nie zauważył to na zewnątrz świeci słońce- odparłam i pocałowałam go w usta. Chłopak na początku nie zareagował na poranną pieszczotę. Delikatnie odsunęłam się od niego. Skoro to nie podziałało, musiałam zrobić coś innego. Położyłam swoją dłoń na jego nagim brzuchu. Mulat popatrzył się na mnie z zaciekawieniem. Może to co zamierzałam uczynić, nie było zbyt przyjemne, ale zawsze działało. Powoli zaczęłam go łaskotać. Wiedziałam jak Malik tego nienawidzi, niestety był to jedyny sposób, żeby go rozbudzić.
- Wolałem, gdy mnie pocałowałaś- oznajmił, śmiejąc się jednocześnie- Dobra poddaję się, tylko mnie nie łaskocz. Zaraz wstanę, obiecuję...
- Mam nadzieję- powiedziałam i przytuliłam się do niego.
- Mógłbym spędzić tak z Tobą u boku resztę moich dni- wyszeptał, całując mnie po szyi. Kochałam, gdy to robił. Pomimo codziennych czułości zawsze miałam ich mało. Byłam spragniona jego bliskości, czułego dotyku, a przede wszystkim tych miękkich, pełnych warg.
- Kochanie naprawdę musimy już wstać. Jak tak dalej pójdzie spóźnimy się na samolot- stwierdziłam.
- Wszystko mam pod kontrolą- uśmiechnął się i posłał mi jeszcze jednego buziaka.
Następnie oboje opuściliśmy łóżko. Szybko ubrałam się i zeszłam do kuchni, by przygotować nam śniadanie. W tym czasie Zayn pakował się. Kiedy zszedł na dół wszystko było już gotowe. Na stoliku czekały na nas naleśniki z czekoladą i poranna kawa. Wspólnie zasiedliśmy do posiłku.
- Jesteś już gotowy?- zapytałam.
- Tak- oświadczył- zaraz możemy wyjeżdżać. Jest już późno,a musimy jeszcze podjechać do Ciebie.
- Zgadzam się z Tobą. A więc pomożesz mi się spakować?- spytałam- będzie zdecydowanie szybciej.
- Oczywiście, przecież Ci obiecałem.
- Dzięki- odparłam.
- [T.I] wydaje mi się, że powinniśmy poinformować chłopaków o zmianie naszych planów i o ich ewentualnym przyjeździe do Polski- powiedział brunet.
- Jasne. Zadzwonię do nich, gdy będziemy w drodze na lotnisko. Co Ty na to?
- Ok. Nie ma problemu- oznajmił
Chwilę potem siedziałam już w samochodzie Malika. Zayn zamknął drzwi, a następnie włożył swoją walizkę do bagażnika. Potem wsiadł do auta, przekręcił kluczyki i wyruszyliśmy. Nasza podróż trwała zaledwie kilka minut. Weszliśmy do mieszkania i od razu udaliśmy się do mojego pokoju. Wyrzucałam z szafy wszelkie potrzebne mi rzeczy, a Zayn pakował je. Tworzyliśmy naprawdę zgrany duet. W mgnieniu oka walizka zapełniła się. Chłopak zamknął ją i opuściliśmy mój dom.
Teraz mieliśmy już tylko jeden cel- lotnisko. Międzyczasie próbowałam dodzwonić się do któregoś z chłopców. W końcu, po kilkunastu wykonanych telefonach odebrał Hazza.
-Hej [T.I] i jak po wspólnej nocy z Zaynem? Opowiadaj ze szczegółami. Jestem niezmiernie ciekawy waszych podboi- stwierdził ni stąd, ni zowąd Styles. Czy on nigdy się nie krępował, zadając takie pytania? I skąd wiedział, że spałam u Zayna? To chyba najbardziej mnie zaintrygowało.
- Harry... Jesteś niemożliwy. Do niczego nie doszło- odpowiedziałam, lekko się rumieniąc. W końcu przekazałam słuchawkę Mulatowi.
- Nie wierzę Wam- krzyczał Hazza- już to widzę, że grzecznie leżeliście w jednym łóżku.
- Możesz wierzyć lub nie, ale nie po to do Ciebie dzwoniliśmy- sprostował- Widzisz, jesteśmy teraz w drodze na lotnisko. Trochę nam się spieszy. Chcieliśmy jedynie Was poinformować, że lecimy do Polski. Tam zorganizujemy urodziny [T.I]. Mamy nadzieję, że dołączycie do nas- mówił- później podam Ci adres. Mam tylko prośbę, przekaż to reszcie. Sami nie zdążymy ich powiadomić.
- Dobra, brzmi nieźle. A będą jakieś laski?- zapytał.
- A Tobie tylko jedno w głowie- zaśmiał się Mulat- sorry, muszę już kończyć. Do zobaczenia na imprezie.
Byliśmy już na miejscu. Zdziwiłam się, że tak szybko tu dotarliśmy. Z reguły przedostanie się z jednego końca miasta na drugi trwało naprawdę wiele czasu. Wiecznie stało się w olbrzymich korkach. Każdego poranka mieszkańcy próbowali dotrzeć do pracy o właściwej godzinie. Niestety często graniczyło to z cudem. Na szczęście tym razem było zupełnie inaczej. W porę dotarliśmy do celu.
- Masz- rzucił Malik wręczając mi parę przeciwsłonecznych okularów.
- Po co mi to?- zapytałam
- Będziemy mieli trochę więcej czasu, nim fanki zorientują się, że to my. Załóż jeszcze kaptur.
Zrobiłam, tak jak mi kazał. On również ubrał się w podobny sposób.
- Wychodzimy- oznajmił. Otworzyłam drzwi i popędziłam w stronę wejścia. Chłopak wziął nasze walizki i udał się w moim kierunku. Myślałam już, że nikt nas nie rozpozna. Niestety myliłam się. W pewnym momencie jedna z dziewczyn zaczęła krzyczeć.,, Tylko tego brakowało”- pomyślałam.
- Boże! Nie wierzę- wrzeszczała z podekscytowaniem w głosie, na dodatek biegnąc w naszym kierunku. W takich chwilach jak ta, żałowałam że nie ma przy nas jakiegoś ochroniarza.- Zayn Malik i jego dziewczyna. Mogę zrobić sobie z wami zdjęcie?
- Widzisz...- próbował mój chłopak- trochę się spieszymy. Mamy za kilkadziesiąt minut samolot.
- Dobra, ale tylko jedna fotka- uściśliłam i puściłam oczko do Mulata- w zamian za to nie powiesz o tym swoim koleżankom. Ok?- blondyna pokiwała twierdzącą głową. Wyciągnęła aparat i wspólnie zrobiliśmy sobie zdjęcie.
- Wielkie dzięki. Nie wierzę, że Was spotkałam. Spełniło się moje marzenie- piszczała.
- Cieszę się z Twojego szczęścia, ale naprawdę musimy już iść- powiedział brunet, łapiąc mnie za rękę- Cześć.
Niestety takich spotkań, jak to było wiele. Co chwilę ktoś prosił o autograf, wspólne zdjęcie. Momentami czułam się trochę niepewnie. W końcu to Zayn był wielką gwiazdą, a ja byłam nikim. Po prostu miałam to szczęście i poznaliśmy się. Następnie nasza przyjaźń przerodziła się w zdecydowanie więcej. Staliśmy się parą. Pewnego dnia Malik ogłosił dziennikarzom, iż jesteś razem. Od tej chwili musiałam się przyzwyczaić do ciągłych błysków flesz. Do tego byłam w stanie się przekonać, ale nie rozumiałam czemu fanki proszą mnie o autografy. Przecież to nie miało żadnego sensu...
W pewnym momencie do Zayna podeszła mała dziewczynka w różowej sukience. W jednej dłoni trzymała pluszaka, a w drugiej czarny marker. Na oko mogła mieć z pięć, sześć lat. Zdziwiłam się, gdyż nie sądziłam, że chłopcy mają też fanki w jej wieku. Najwidoczniej stali się już rozpoznawalni nawet wśród najmłodszych. Ta myśl wywołała na mojej twarzy uśmiech.
Przyglądałam się tej sytuacji z boku. Chłopak posłał jej ogromny uśmiech, a następnie bez wahania wziął małą na ręce. Miał świetny kontakt z dziećmi. One go uwielbiały. Dziewczynka nie przestraszyła się, tylko przytuliłam się do jego szyi. W jednym momencie wyobraziłam sobie nas za kilka lat. Jesteśmy już po ślubie. Stoimy w pięknym ogrodzie wraz z gromadką dzieci. Wszyscy świetnie się bawią. Zayn wygłupia się z naszymi maleństwami. Jesteśmy kochającą się rodziną. Marzyłam o takiej przyszłości. To byłoby dla mnie spełnieniem wszelkich marzeń...
- Kochanie- zwrócił się do mnie chłopak- pójdę odprowadzić tą małą do rodziców. Nie chciałbym, żeby gdzieś się tu zgubiła. Idziesz ze mną?
- Wiesz co, wydaje mi się, że powinnam tu zostać. Zajmę nam w tym czasie miejsce w kolejce do odprawy- zaproponowałam i dodałam-pospiesz się. Naprawdę nie mamy zbyt dużo czasu.
- Dobrze. Zaraz wracam, piękna- oświadczył.
Tak, jak postanowiłam, udałam się w stronę kolejki. Odprawa szła naprawdę szybko. Przede mną stało coraz mnie osób. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, gdzie podział się mój chłopak. Miał tylko odprowadzić tę dziewczynkę i wrócić. Znając jego szczęście nie mógł się odpędzić od namolnych fanek. Niestety taki był urok jego pracy. Gdziekolwiek się ruszył ktoś prosił go o autograf.
Mijały kolejne minuty. Byłam coraz bliżej odprawy bagażowej. Zaczęłam się powoli denerwować. Wyciągnęłam z torebki swoją komórkę i wybrałam, tak dobrze znany mi numer. Już po pierwszym sygnale odebrał Zayn.
- Skarbie, gdzie jesteś?- spytałam.
- Odwróć się, księżniczko- oznajmił. Obróciłam się na piętach. Mulat szedł w moim kierunku.
- Hej- zawołałam, machając mu.
- Przepraszam, że musiałaś się tym wszystkim zając- oświadczył, delikatnie muskając moje wargi.
- Nic się nie stało.
Wkrótce przeszliśmy odprawę bagażową. Byliśmy ostatnimi osobami w kolejce. Parę minut później zaczął się boarding. Po raz ostatni ukazaliśmy nasze paszporty oraz bilety, a następnie udaliśmy się na podkład samolotu. Zajęliśmy swoje miejsca. Stewardesa poinformowała pasażerów o konieczności zapięcia pasów i innych rutynowych czynnościach, w razie awaryjnego lądowania. Chwilę później wznieśliśmy się w powietrze. Przez cały czas Zayn trzymał mnie za rękę. Wiedział jak bardzo boję się latać, dlatego byłam mu wdzięczna, że podtrzymywał mnie na duchu. Założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Już pierwsze dźwięki spowodowały, iż zrobiłam się śpiąca. Nie wiedziałam, kiedy zmorzył mnie sen.
~.~
- Gdzie jesteśmy?- zapytałam, przeciągając się.
- Zaraz będziemy lądować- oznajmił. Spojrzałam przez okno. Faktycznie byliśmy już coraz niżej. Z niewielkim trudem można było rozpoznać poszczególne kontury budynków. Chwilę później samolot wylądował. Byliśmy w Polsce. Nasza wspólna przygoda miała się dopiero rozpocząć...
                                                                                                           MissPotatoe    
          Hej. Sorry, że musiałyście tyle czekać na kolejną część Zayna. Uwierzcie nie miałam weny. Każde zdanie poprawiałam kilka razy i mimo tego nie jestem zadowolona z tego imagina. Stanowi on tak jakby wstęp do kolejnej części, która będzie ciekawsza( przynajmniej tak mi się wydaję ;D, zresztą same ocenicie ;) Wielkie dzięki za ponad 3000 wejść. To naprawdę wspaniałe, gdy widzi się, że to co piszesz komuś się podoba :) Kocham Was Miśki <3

czwartek, 9 maja 2013

#15 Harry cz.1

Właśnie stałam przed garderobą chłopców. Nie mogłam jeszcze uwierzyć w to, co się przed chwilą wydarzyło...
 Zacznijmy od początku. Miałam bilet 'Meet&Greet' na koncert One Direction. Mogłam choć przez chwilę być przy moich idolach.Samo to było spełnieniem moich marzeń. Stało się jednak coś jeszcze... Podczas wspólnych zdjęć Harry podał mi małą, zwiniętą karteczkę. Początkowo myślałam, że to jakiś zabawny tekst, numer telefonu, którego i tak nigdy nie odbierze, twitter lub coś takiego.Gdy jednak podczas koncertu przeczytałam, co jest na niej napisane, niemal nogi ugięły mi się w kolanach...
'Kociaku, czekaj na mnie przed garderobą po koncercie. Całuję, Harry xx.
I właśnie tak się tutaj znalazłam.. Byłam podekscytowana jak nigdy.Dłonie mi się trzęsły, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Nie wiedziałam, co planuje Harry. Praktycznie go nie znałam. Od lat jednak, tak jak reszta zespołu, był mężczyzną mojego życia... Słyszałam wiele plotek na temat sprowadzania dziewczyn do hoteli przez Stylesa... Ludzie jednak wymyślają różne głupoty, a ja nie chciałam stracić okazji poznania kogoś tak dla mnie ważnego. Pragnęłam tak jak każdy spełnić swoje marzenia , czy to takie dziwne?Nie zdawałam sobie jeszcze sprawy, jakie to przyniesie konsekwencje...
Moje rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Przed sobą ujrzałam Hazzę we własnej osobie. Próbowałam się uspokoić i udać zwykłą dziewczynę, a nie zakochaną w nim fankę. Z trudem mi się to udało.
-Już myślałem, że nie przyjdziesz- odparł uśmiechnięty chłopak- chodź, mam tutaj taki sekretny pokój, będziemy mogli lepiej się poznać- dodał i ujął moją dłoń.
-Dlaczego tak właściwie chciałeś, żebym tutaj przyszła? - zapytałam już bardziej rozluźniona. Moją głowę zaprzątały różne dziwne myśli. Przecież loczek nawet nie wiedział, kim jestem.
-Ponieważ bardzo mi się spodobałaś- zaśmiał się chłopak i zatrzymał się na chwilę, aby spojrzeć mi w oczy.  Jego bezpośredniość zrobiła na mnie wrażenie. Zawsze lubiłam takich chłopaków.  Po  chwili weszliśmy do jakiegoś pokoju. Harry zamknął za nami drzwi i usiadł na kanapie.
-Nie usiądziesz obok mnie?-spytał loczek i pokazał miejsce na sofie - Nie wstydź się- dodał z uśmiechem. Po chwili zajęłam miejsce obok chłopaka.
-Nie pytałem się jeszcze, jak masz na imię- stwierdził.
-[T.I]- odparłam, starając się nie zatonąć w jego niesamowicie pięknch, zielonych tęczówkach. Hazza chyba zdawał sobie sprawę z tego, jak wpływa na dziewczyny.
-Widzę, że jesteś trochę spięta.- wyszeptał i położył dłoń na moim udzie. Po moich plecach przeszedł przyjemny dreszcz. Nigdy nie spodziewałam się, że znajdę się w tak intymnej sytuacji z Harrym. Jego bliskość bardzo mi się podobała.
-Zawsze widziałam cię na plakatach lub w teledyskach, więc jeszcze nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę, Harrey- powiedziałam szczerze i uśmiechnęłam się do niego.
-To uwierz, kochanie. Ja naprawdę tu jestem- odparł Hazza i zmniejszył dzielącą nas odległość. Delikatnie ujął moją twarz w dłonie i musnął moje usta. Jego wargi miały słodki smak. Czas na chwilę się zatrzymał.  Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że pocałował mnie obiekt moich westchnień- Harry Styles. To było jak sen. Miliony dziewczyn oddałoby wszystko, by znaleźć się na moim miejscu. Nie potrzebowałam niczego więcej, tylko jego dotyku. W odpowiedzi zatopiłam palce w jego loczkach i oddałam mu pocałunek, tym razem bardziej namiętnie. Sama nie spodziewałam się po sobie, że to zrobię. Całowaliśmy się tak przez  dłuższą chwilę. Ten chłopak naprawdę niesamowicie to robił. Nagle Harry odsunął się lekko ode mnie i patrząc mi w oczy ściągnął koszulkę. Jego tatuaże sprawiały, że brunet wydawał się jeszcze bardziej seksowny, o ile to wogóle możliwe. Po chwili zrobiłam to samo, na co brunet zareagował najpiękniejszym uśmiechem, jaki kiedykolwiek widziałam. Moje ręce objęły jego umięśnione ciało. Ponownie się całowaliśmy i przeszliśmy do zdejmowania pozostałych części garderoby.
-Harry, to będzie mój pierwszy raz- wyszeptałam. On w odpowiedzi ponownie wpił się w moje sine już od pocałunków usta.
                                                                            ~...~
Leżałam wtulona w tors loczka. Czułam bicie jego serca. Najchętniej zatrzymałabym czas i nigdy nie oderwała się od Hazzy.
 Dopiero wtedy zrozumiałam powagę sytuacji- straciłam dziewictwo z  chłopakiem, którego dopiero co poznałam. Jednak to było... coś innego. Był dla mnie ważniejszy od wszystkich innych na mojej drodze. Może dlatego wszystkie moje poprzednie związki się rozpadały- po prostu za bardzo kochałam One Direction, a szczególnie Harrego. Ten, kto nie ma swojego idola nigdy tego nie zrozumie. Nie zrozumie, że można kochać kogoś nawet, kiedy nigdy się go nie poznało. Jednak ja i miliony innych Directioners darzyłyśmy tych pięciu wariatów niewyobrażalnie wielką miłością...
-Harry, a co będzie, jak zajdę w ciążę?- spytałam szeptem chłopaka. Zachowaliśmy się trochę nieodpowiedzialnie, ale niczego nie żałowałam. 
-Spokojnie, kotku. Nie zajdziesz. Uważałem- uspokoił mnie Harry i zaczął lekko gładzić moje włosy. Po chwili usiadł na skraju łóżka i zatopił głowę w dłoniach- to wszystko jest dla mnie takie trudne... [T.I], mam teraz trasę koncertową, jestem sławny, nie mogę sobie pozwolić na żaden związek. Nie bierz tego do siebie- zaczął, a moje oczy lekko się zaszkliły- jeżeli będziesz chciała pogadać, proszę, to jest mój numer- podał mi zwiniętą karteczkę, taką jak wcześniej- to wszystko, co na razie mogę dla ciebie zrobić- powiedział a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Rozumiem, Harry. Nie przejmuj się- powiedziałam i objęłam chłopaka. Hazza był cudowny pod każdym względem. Przez te kilka godzin zdążyłam już go pokochać. Wiedziałam jednak, że to nie ma sensu i że nie mogę grać na jego uczuciach. Chłopak odwrócił się do mnie i zatopił swoje wargi w moich. Położył się lekko na mnie i wyszeptał:
-Jesteś cudowną i piękną dziewczyną, nie zapominaj o tym- po czym wstał i założył na siebie koszulkę. Ja też się ubrałam i pocałowałam chłopaka na pożegnanie. Starałam się nie wybuchnąć płaczem, że to wszystko tak szybko się skończyło, że to prawdopodobnie ostatni pocałunek, który złożyłam na jego ustach. Były to jednak najwspanialsze chwile mojego dotychczasowego życia. Wychodząc na korytarz nie dałam rady i zaczęłam płakać, jak małe, bezbronne dziecko. Nie chciałam, żeby Harry czuł się winny, więc szybko pobiegłam w stronę wyjścia. Natknęłam się na Nialla, który nie pytając o nic przytulił mnie mocno i wyszeptał mi do ucha ' Wszystko będzie dobrze'.
                                                                                             ...
Po powrocie do domu myślałam tylko o moim spotkaniu z Hazzą. Zastanawiałam się, czy nie wymyśliła tego moja chora wyobraźnia. Tęskniłam za nim, ale nie chciałam do niego dzwonić. Nie chciałam, by miał poczucie winy. Lepiej będzie dla niego, gdy o mnie zapomni.
Dwa miesiące po pamiętnym koncercie strasznie źle się czułam. Wymiotowałam w szkole, więc postanowiłam wrócić do domu. Po drodze wstąpiłam do apteki, aby kupić coś na mdłości. W oczy rzucił mi się test ciążowy.
-Poproszę jeszcze dwa testy ciążowe- wyrwało się z moich ust. To, że jestem w ciąży było raczej nie możliwe, Harry przecież uważał, ale chciałam wykluczyć wszystkie powody mojego złego samopoczucia. Napotkałam karcące spojrzenia innych ludzi będących w aptece. Nie dziwiłam im się, wkońcu byłam dość młoda. Po odebraniu reszty pobiegłam do domu. Po chwili byłam już w łazience. Chciałam już mieć z głowy zrobienie tego cholernego testu. Gdy zobaczyłam wynik, zrobiło mi się słabo.
-O Boże...- wyszeptałam. Nie wierzyłam własnym oczom. To by wyjaśniało, dlaczego się tak czułam. Pod moim sercem rozwijał się malutki człowiek...
Nie wiedziałam, co robić. Łzy zaczęły strumieniami lecieć po mojej twarzy. Przecież nie skończyłam nawet liceum, a ojciec mojego dziecka mieszkał wiele kilometrów ode mnie i robił teraz międzynarodową karierę... Moje ciało zaczęło lekko się trząść, a oddech stał się płytki. Nie miałam odwagi powiedzieć tego rodzicom. Jeszcze nie. Nie wiedziałam, jak zareagują. Szybko niezauważona pobiegłam do pokoju. Postanowiłam, że najpierw zadzwonię do Harrego. Wkońcu musi się o tym dowiedzieć. Jest ojcem tego dzidziusia. Wybrałam numer z karteczki, którą od niego dostałam, lecz nikt nie odbierał.  Po kilku godzinach zadzwonił mój telefon. Okazało się, że to Hazza.
-Hej, to ja, [T.I]- zaczęłam rozmowę zdenerwowana.
-Cześć kotku, co się stało? Sory, że nie odbierałem, ale miałem masę koncertów, imprez i tego wszystkiego...- zaczął.
-Harry, jestem w ciąży- przerwałam mu szeptem, a łzy ponownie pojawiły się na moich policzkach. Odpowiedziała mi cisza w słuchawce.
                                                                                                     HazzGirl
Hej! Oto pierwsza część Harrego. Co o niej myślicie, kochane?
Jeśli możecie, KOMENTUJCIE. Chcę wiedzieć, czy moje prace wam się podobają i czy chcecie następnych części :***** Naprawdę to dla mnie dużo znaczy.
W komentarzach możecie również prosić o dedykacje lub zamówienia dotyczące imaginów :)
Mam nadzieję, że w tym tygodniu dobijemy do 3000 wejść, dupki:**** ~ wasza HazzGirl

poniedziałek, 6 maja 2013

#14 Liam


Nadchodziła długo wyczekiwana godzina. Wzięłam torebkę i opuściłam mieszkanie. Udałam się w kierunku dobrze znanej mi restauracji. Wraz z Liamem spędzaliśmy w niej dużo czasu. Cieszyłam się na myśl o spotkaniu z nim. Ostatnio coraz rzadziej się widywaliśmy. Mój chłopak był ciągle zajęty. Wiecznie miał próby, spotkania z fanami, dziennikarzami. Czasami działało mi to na nerwy, ale niestety nie mogłam nic na to poradzić. Musiałam być silna, nasza miłość również.
Otworzyłam drzwi, rozglądając się w poszukiwaniu Payne'a. W końcu moje oczy natrafiły na jego osobę. Nie mogąc wytrzymać, przebiegłam ostatnie dzielące nas metry. Nie przejmowałam się otaczającymi mnie ludźmi. W tej chwili liczył się tylko on.
Chłopak widząc mnie podniósł się z krzesła. Podbiegłam do niego, rzucając mu się na szyję. Nie czekając dłużej musnęłam jego wargi.. Stęskniłam się za wszelkimi pieszczotami, czułymi gestami, rozmowami w środku nocy. Myślałam, że Liam również. Byłam w szoku, kiedy chłopak nie oddał pocałunku, tylko odsunął się ode mnie.
-[T.I] musimy porozmawiać- powiedział.
-Kochanie, co się stało?- spytałam zaniepokojona.
-Przykro mi, nie kocham Cię już- oznajmił jak gdyby, nigdy nic.
-Liam, proszę powiedz, że to nieprawda. Powiedz, że to tylko głupi żart. Jesteś częścią mojego życia. Nie wyobrażam sobie przyszłości bez Ciebie- wypowiadałam poszczególne słowa, czując niesamowity ból w okolicy serca. Byłam bliska rozpaczy. Czułam jak łzy napływają mi do oczu.
-Niestety, ale nie mogę już tak dłużej. Nie mogę udawać, że coś do Ciebie czuję. Tu byłoby nie fair. Wolę powiedzieć Ci to wprost. Zrywam z Tobą.
-Co?- płakałam. Po twarzy zlatywały mi strugi wody, gorzkie łzy porażki.-Po tym wszystkim co nas łączyło? Po tych wszystkich zapewnieniach, że mnie kochasz? Tak po prostu ze mną zrywasz? Bez żadnego wytłumaczenia...
-Mówiłem już, nie kocham Cię- powiedział dobitnie, akcentując ostatnie słowa, które raniły najbardziej. Czułam się jakby ktoś wsadził mi nóż w plecy- To chyba najlepszy powód, nieprawdaż? A i jeszcze jedno. Chciałbym, abyś oddała klucze do mojego mieszkania.
-Naprawdę Liam to już koniec? Nie ma dla nas żadnej szansy?
Nie dowierzałam, że mógł mi coś takiego zrobić. Przecież byłam jego oczkiem w głowie. Na każdym kroku udowadniał mi swoją miłość. Niestety czar szybko prysnął. Bajka dobiegła końca. Przyszedł czas na koszmar...
-Spakowałem już Twoje rzeczy. Są w moim samochodzie.
    Po tych słowach nie wytrzymałam. Musiałam dać upust swoim emocjom.
    -Jesteś cholernym gnojkiem. Nigdy Ci tego nie wybaczę, Payne- wydarłam się na niego, wywołując poruszenie w restauracji. Wszyscy ukradkiem spoglądali w moim kierunku. Pociągnęła za łańcuszek, zrywając z szyi srebrny wisiorek w kształcie serca. Dostałam go na pierwszą rocznicę. Miał przypominać mi o Liamie, gdy ten był daleko ode mnie. Teraz nie mogłam na niego patrzeć. Bez zastanowienia rzuciłam go przed siebie, trafiając przy tym w bruneta.
Chłopak nawet się nie podniósł. Opanowany siedział na krześle. Jego twarz nie pokazywała żadnych emocji. Zero smutku, wyrzutów sumienia, kompletnie nic. Po prostu udawał, że mnie tam nie ma. Traktował mnie jak powietrze.
Nie czekałam już na cud. Nie chciałam odgrywać przed wszystkimi kolejnej szopki. W przypływie siły wybiegłam z restauracji. O mały włos nie wpadając pod samochód. Naprawdę było mi już wszystko obojętne. Bez niego, moje życie było niczym, traciło sens. Nadal nie dowierzałam, w to co się przed chwilą wydarzyło. Na samą myśl o tym, do moich oczu napłynęły znowu łzy.
W końcu wezwałam taksówkę. Powiedziałam kierowcy adres, pod który miał mnie zawieźć, a chwilę potem znalazłam się pod drzwiami mojego mieszkania. Otworzyłam je, rzucając torebkę w kąt. Miałam dosyć całego świata. Wszystko przypominało mi o nim. Wszędzie było tyle wspomnień, wspólnych zdjęć. W przypływie złości zrzuciłam z nocnej szafki jedną naszą fotkę, na której obdarowywaliśmy się drobnymi pocałunkami. Nie mogłam na to patrzeć. Rzuciłam się na łóżko i po prostu rozpłakałam. Łzy okazały się najlepszym lekarstwem na złamane serce.
~.~
Było ze mną naprawdę źle. W pewnym momencie odizolowałam się od świata. Nie odbierałam od nikogo żadnych telefonów, przez co pod moim mieszkaniem czasami stali zaniepokojeni znajomi. Każdy martwił się o mnie. Próbował mnie wpierać. Jednak ja nie potrzebowałam niczyjej pomocy. Chciałam po prostu być sama. Żal, który mnie opanował był silniejszy.
Mijały minuty, godziny, tygodnie, a ja nadal tkwiłam w tym samym miejscu z paczką chusteczek u boku. Nie mogła się pozbierać. Wciąż odczuwałam ból. Czułam się tak, jakby Liam zrywając ze mną odebrał mi kawałek mojego serca, duszy. Nie mogłam tak po prostu o nim zapomnieć. Nie po tym wszystkim, przez co przeszliśmy.
Jednak nie to było najgorsze. Ja nadal go kochałam. Nie przestałam darzyć go tym uczuciem. Moja miłość była silniejsza. Szkoda tylko, że on jej nie odwzajemniał. Żałowałam, że to nie ja byłam obiektem jego pożądania.
Spędziłam wiele czasu na użalaniu się nad sobą. Zdecydowanie za dużo. Musiałam wziąć się w garść, być silną. Co było już nigdy, nie wróci. Nie mogłam tak po prostu nacisnąć przycisku i przewinąć wszystkiego. To byłoby zbyt piękne...
,,Zawsze najgorsze są początki. Później jest zdecydowanie lepiej”. Kierując się tą myślą po raz pierwszy od kilku tygodni wstałam. Zrobiłam pierwszy krok. Ubrałam się i zjadłam śniadanie. Następnie rozłożyłam się na sofie i włączyłam telewizor. Byłam z siebie naprawdę zadowolona. Niestety, do czasu...
W pewnym momencie w telewizji zaczęto mówić o One Direction i ich zbliżającej się trasie koncertowej. Właśnie dziś miało się odbyć ich pierwsze show. Spojrzałam w stronę półki. Bilet, który dostałam od nich nadal tam stał. Miałam wejściówkę za kulisy, by bezpośrednio móc obdarować ich pozytywną energią. Nie wiedziałam, co powinnam uczynić w tej sytuacji. Chłopcy liczyli na mnie. Chcieli bym ich wspierała w czasie pierwszego koncertu.
Z drugiej jednak strony nie miałam najmniejszej ochoty, by spotkać się z Liamem. Nie chciałam by wszystko powróciło. Miałam już dość ciągle opuchniętych od płaczu oczu. Byłam rozdarta. Musiałam podjąć decyzję. Moi najlepsi przyjaciele czy też niechęć do byłego chłopaka.
W końcu zdecydowałam, że pójdę. Nie mogłam ich zawieść. Oni nie odwrócili się ode mnie, gdy przestałam być dziewczyną Liama. Starali mi się pomóc jak tylko mogli. Byłam im za to niesamowicie wdzięczna. Choćby, dlatego powinnam udać się na ten koncert.
Miałam jeszcze dużo czasu. Show zaplanowane było na późne popołudnie, a mimo tego postanowiłam, iż zacznę się już szykować. Musiałam doprowadzić się do ładu. Chciałam, chociaż przyzwoicie wyglądać...
~.~
Szłam wąskim korytarzem między licznymi szatniami. Już za chwilę miałam się z nimi spotkać. Czułam jak mocno biło moje serce. Słyszałam każde jego uderzenie. Opanował mnie lęk. Lęk przed nieuniknionym spotkaniem z moim byłym. Zastanawiałam się nad jego konsekwencjami. Wiedziałam, że wszystko zacznie się na nowo. Znów będę odczuwała ból. Rana, która się prawie zagoiła, miała po raz kolejny się otworzyć.
Marzyłam, żeby po prostu uciec lub zaszyć się w ciemnym kącie. Miałam jeszcze szanse, by wyjść stąd niezauważoną. Odwróciłam się na pięcie. Chciałam już opuścić to miejsce, gdy do moich uszu doleciał dobrze znany mi głos.
-Co tu robisz?- zapytał lekko zdziwiony Liam.
    Odwróciłam się w jego stronę. W pierwszej chwili zszokował mnie jego wygląd. Zmienił się od naszego ostatniego spotkania. Nie był już tym samym Liasiem, którego tak dobrze pamiętałam. Jego twarz stała się chudsza. Widać było, że był strasznie zmęczony. Wiedziałam, że jego ciągła praca i brak odpoczynku wcześniej czy później objawią się. Nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko.
    -Przyszłam wspierać Niallera, Zayna, Lou i Hazzę- oznajmiłam- Nie licz, że przybyłam tu by Cię błagać, żebyś do mnie wrócił. O nie. Nie jestem taką idiotką. Mam swój honor i nigdy już nie popełnię takiego błędu, jakim było chodzenie z Tobą. Żałuję jedynie, że przez tak długi czas byłam w Tobie tak zaślepiona. Nie widziałam poza Tobą świata. Kochałam Cię, a Ty tak po prostu na każdym kroku okłamywałeś mnie. I to właśnie najbardziej boli. Nie byłeś ze mną szczery od początku. Próbowałeś wmówić mi jakieś głupie bajeczki, a ja tak po prostu Ci wierzyłam...- wypaliłam i odeszłam od niego.
    Powiedziałam chyba wszystko, co leżało mi na sercu, z trudem powstrzymując łzy. Nie mogłam teraz płakać. Nie powinnam pokazywać, że jestem słaba. Nie chciałam niczyjego współczucia. Po prostu przyszłam się tu dobrze bawić- taki był plan.
    W końcu przywitałam się z resztą. Chłopcy podbiegli do mnie i czule przytulili.,,Chociaż ktoś ucieszył się ze spotkania ze mną”- pomyślałam. Następnie pogrążyliśmy się w długiej rozmowie. Dowiedziałam się od nich wielu ciekawych rzeczy. Czas leciał niemiłosiernie szybko. W pewnym momencie zjawił się Liam, oznajmiając że za parę minut wychodzą na scenę. Chłopcy podnieśli się. Widziałam jak ze zniecierpliwieniem oczekują rozpoczęcia koncertu.
    - Powodzenia- zawołałam, gdy wychodzili.
    W jednym momencie zapanowała niesamowita wrzawa. Rozhisteryzowane fanki zaczęły piszczeć i wykrzykiwać: One Direction. W końcu nadeszła ta chwila. Pierwsza piosenka. Oficjalne rozpoczęcie trasy. Byłam z nich dumna. Wszyscy tańczyli, wygłupiali się, oprócz Liama. Nie wiedziałam co on w ogóle wyprawiał. Po prostu stał w miejscu i gdy przyszła jego kolej odśpiewywał poszczególne wersy. Nie powiem, byłam zszokowana jego dziwnym zachowaniem.
    Po kilkudziesięciu minutach show dobiegło końca. Podziękowali wszystkim za przybycie i w końcu zbiegli ze sceny. Pogratulowałam chłopcom udanego występu. Powiedziałam im jak świetnie się spisali, że wypadli doskonale i wróciłam do domu. Ten dzień naprawdę wiele mnie kosztował. Byłam wykończona. Wdrapałam się po schodach, przebrałam się w piżamy i położyłam do łóżka.
    ~.~
    Od rozstania z Liamem minęło już kilka miesięcy. Jeszcze czasami odczuwałam wszechogarniający mnie smutek, ale zdarzało się to coraz rzadziej. Nadal go kochałam, ale umiałam sobie z tym poradzić.
    Powoli wracałam do ,,normalnego” świata. Próbowałam żyć pełnią życia- i to było dla mnie najważniejsze. Wychodziłam na miasto. Spotykałam się ze znajomymi. Robiłam wszystko, co dawniej, bynajmniej starałam się.
    Pewnego dnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam do wejścia. I wtedy ujrzałam w progu Zayna. Nie spodziewałam się go. Myślałam, że koncertował gdzieś po świecie, wraz z resztą. Najwidoczniej myliłam się. Spojrzałam w jego stronę, uśmiechając się przyjaźnie. Chłopak był strasznie przybity. Na jego twarzy malowała się rozpacz.
    - Co się stało?- zapytałam, czule obejmując, Chciałam go jakoś pocieszyć.
    -[T.I] mam prośbę. Możesz się zapierać, ale chciałbym, żebyś ze mną gdzieś pojechała- oznajmił. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Był kompletnie załamany, z trudem wymawiał poszczególne słowa.
    - Co się stało?- ponowiłam.
    - Chodzi o Liama. Wiem, że masz prawo go nienawidzić po tym co Ci zrobił, ale...- zawahał się- uwierz mi ta sytuacja jest wyjątkowa. Nie możemy zwlekać. W tej chwili każda minuta jest bardzo ważna. Proszę- chłopak kontynuował, widząc moją rezygnację na twarzy- zrób to dla mnie. Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele pomagają sobie, nieprawdaż?. Zresztą Liam o niczym nie wie. A ja będę Ci wdzięczny...
    - Zayn, przykro mi. Niczego nie zdziałam, nawet jakbym się nie wiadomo jak starała. W końcu to Liam- oznajmiłam i dodałam- Podejrzewam, że byłby na Ciebie zły, gdyby dowiedział się co kombinujesz.
    - Proszę [T.I] nie rób tego. Liam naprawdę nie chciał Cię zranić. Zrobił to, bo... musiał- stwierdził. Nie wiem na co on liczy. Jakie miał plany? Nie mógł przecież nas na nowo zeswatać. To byłoby bezsensu.
    - Dobrze, pojadę z Tobą, ale nie sądzę, iż Twój pomysł wypali.- odrzekłam. Nie musiałam nic więcej mówić. Chłopak pociągnął mnie ze sobą i chwilę potem byliśmy już w drodze. Ciekawiło o co tak naprawdę chodziło. Czemu Zayn prawie płakał i błagał mnie, żebym spotkała się z Paynem. Przecież to nie trzymało się kupy.
    - Zayn, gdzie my w ogóle jedziemy? Wasz kompleks jest w zupełnie innej części miasta- zauważyłam. Wcześniej nawet nie zwracałam żadnej uwagi na drogę.
    -Nie powiedziałem, że zabieram Cię do nas- odparł- widzisz... Sytuacja jest trochę inna, niż to sobie wyobrażasz.
    - Co się dzieje? Czy coś stało się z Liamem? Coś mu jest?- padało z moich ust. Wypytywałam się, a Zayn po prostu milczał. Odpowiadała mi jedynie głucha cisza. Zaczęłam myśleć o najgorszym. Moja wyobraźnia tworzyła różne obrazy, które tylko wzmocniły moje zaniepokojenie- Zgadłam, prawda?- odezwałam się po chwili.
    W końcu Malik potwierdził moje wcześniejsze przepuszczenia. Poczułam jak automatycznie do moich oczu napływają łzy. Może nie chodziłam już z Liamem, ale mimo to martwiłam się o niego. Bałam się, że coś mu się stało. Chciałam być przy nim, gdy potrzebował pomocy. Musiałam go wspierać. Tak, to był mój obowiązek.
    Wreszcie podjechaliśmy pod szpital. Nie czekając na Mulata, wybiegłam z samochodu i rzuciłam się do głównych drzwi. Biegłam korytarzem, w poszukiwaniu odpowiedniej sali. Miałam problemy ze wzrokiem. Czułam jak tusz wraz ze łzami dostał się do moich oczu, ukazując jedynie rozmazane kształty.
    - Przykro, mi nie możesz przejść dalej. Tutaj może wejść tylko rodzina lub najbliżsi- odezwała się jakaś kobieta w podeszłym wieku. Najprawdopodobniej była pielęgniarką i starała się zachować spokój na oddziale. Miałam już skłamać, że jestem kuzynką Payna, ale z opresji wybawił mnie Zayn.
    - Spokojnie, ona jest ze mną- powiedział. Kobieta słysząc to puściła mnie wolno. Nie biegłam już. To i tak nie miało sensu. Trzymałam się Malika. On wiedział najlepiej, gdzie leży Liam. Skręciliśmy w boczny korytarzyk, a chwilę potem staliśmy już pod drzwiami. Zayn otworzył je i wpuścił mnie do środka.
    To co zobaczyłam przerosło moje wszelkie oczekiwania. Płacząc, podbiegłam do jego łóżka. Liam naprawdę wyglądał nie najlepiej. Był przeraźliwie biały. Jego pełne, piękne usta zsiniały. Nie przypominał już tego samego chłopaka, z wiecznym uśmiechem na twarzy. Choroba odmieniła go.
    - [T.I]?- wychrypiał, otwierając na wpół oczu.
    -Tak, jestem przy Tobie- złapałam go za rękę i mocno trzymałam, by dodać mu otuchy- wszystko będzie dobrze. Zobaczysz już niedługo stąd wyjdziesz, wyzdrowiejesz- miałam bynajmniej taką nadzieję. Nie dopuszczałam żadnego innego wyjścia.
    -[T.I] tak bardzo Cię przepraszam. Zraniłem Cię, ale zrozum mnie. Nie chciałem, abyś patrzyła na mnie w takim stanie, w jakim obecnie się znajduję. Zrobiłem to, co wydawało mi się słuszne. Gdybym Cię nie przekonał, że Cię już nie kocha, że nic dla mnie nie znaczysz, cierpiałabyś znacznie bardziej. Przynajmniej tak zakładałem. Po co tęsknić za kimś kto Cię skrzywdził? Myślałem, że jeżeli uda mi się przekonać Cię, że nic do Ciebie nie czuję, to Tobie również przejdzie. Chciałem żebyś żyła normalnie, a nie tułała się ze mną po szpitalach. Jak widać mój plan nie okazał się, aż tak wspaniały jak sobie go wyobrażałam. I tak jesteś teraz przy mnie, płaczesz... nie chciałem tego, zrozum. Zawsze byłaś dla mnie najważniejsza. Zawsze liczyłaś się tylko Ty, dlatego tak bardzo jest mi głupio za wszystko. Wiem, że teraz zabrzmi to głupio, ale kocham cię. Proszę wybacz mi, chcę abyśmy się rozstali w zgodzie...- powiedział.
    Milczałam. Byłam zbyt zszokowana, by sformułować jakąś logiczną wypowiedź. Jego słowa mnie zdziwiły. Nie spodziewałam się, że zrobił to z miłości do mnie. Przecież nie jest się parą tylko w dobrych chwilach. Czasami nadchodzą również te złe i wtedy powinniśmy sobie pomagać. Takie było moje zdanie, ale jak widać Liam uważał co innego. Nie mogłam się na niego gniewać. Nie teraz.
    - Oczywiście, że Ci wybaczam. Kocham Cię i nigdy nie przestanę- oznajmiłam, spoglądając na niego. Słysząc to, chłopakowi zleciała po policzku pojedyncza łza. Ja również płakałam. Nie mogłam opanować swoich emocji.
    - Przykro mi, że wszystko zepsułem. Teraz jest już za późno-wyszeptał.
    - Liam, kochanie co Ty mówisz?- zdziwiłam się- Wszystko będzie dobrze. Wyzdrowiejesz. Będziemy znowu razem. Wszystko się ułoży, zobaczysz.- mówiłam.
    W pewnym momencie wydarzyło się coś okropnego. Jego serce stanęło. Krzyczałam wniebogłosy. Wołam lekarzy, którzy zaaferowani moim wrzaskami w mgnieniu oka pojawili się w pokoju. Odepchnęli mnie od łóżka i próbowali coś zaradzić. Ja w tym czasie płakałam. Nie mogłam powstrzymać łez, które strumieniami ciekły mi z oczu. Czułam się bezsilna. Mój największy skarb walczył o życie, a ja tak po prostu stałam i płakałam. To wszystko mnie przerażało.
    Lekarze nadal próbowali pobudzić jego serce do pracy. Każda sekunda przedłużała się. Miałam wrażenie, że czas stanął.
    - Przykro nam. Nic nie jesteśmy w stanie zrobić. Już za późno. Nie znajdziemy serca, które nadawałoby się do przeszczepu- powiedział jeden z lekarzy. Słysząc ich słowa, załamałam się. Czy to znaczyło, że nie ma już dla niego szans? Nie uratują go?
    - Słucham?- odparłam przerażona- Nie da się nic zrobić? Przecież macie miano najlepszego szpitala w mieście. Proszę to nie może być prawda.- chlipałam, mówiąc bardziej do siebie niż do nich.
    - Niestety. Ma Pani kilka minut, nim odłączymy respirator.- odezwali się jednocześnie i opuścili salę.
    W jednym momencie pokonałam dzielący nas dystans. Nie. To nie mogło się tak skończyć. Nie teraz, kiedy go odzyskałam. Nie chciałam znów go stracić.
    - Liam, proszę nie rób mi tego. Kochanie, słyszysz mnie?- wołałam, łudząc się, że moje okrzyki dotrą do niego- Nie odchodź, proszę. Nie zostawiaj mnie znów samej.
    Byłam zrozpaczona. Pozostało nam naprawdę niewiele czasu. To było nasze ostatnie spotkanie. Nigdy już nie mieliśmy się zobaczyć, nie w tym świecie. Próbowałam nauczyć się go na pamięć. Zapamiętać jego twarz, seksowną klatę, każdy najmniejszy tatuaż, który miał dla niego znaczenie. Na końcu złożyłam pocałunek na jego wargach. Nie dowierzałam, że był to ostatni raz, kiedy mogłam czuć ciepło jego ust...
    Zbliżał się koniec. Zaczęłam łkać, krztusząc się przy tym własnymi łzami. Nie mogłam opuścić tego pokoju, łóżka, a co najważniejsze- jego, mojego ukochanego Liasia. Czułam jak moje serce rozrywa się na miliony, drobnych kawałeczków. Nie chciałam żyć bez niego. Nie po tym, co mi wyznał. Po prostu tak nie mogłam. Wolałam już umrzeć...
    W pewnym momencie poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Ten ktoś próbował oderwać mnie od Liama. Zaczęłam się zapierać, nie mogłam go zostawić. Poczułam wszechogarniającą mnie falę bólu, która rozlewała się po całym moim ciele.
    W końcu ktoś odciągnął mnie od jego łóżka. Odwróciłam się i zobaczyłam Zayna. Był również pogrążony w smutku. Nic nie powiedział, po prostu objął mnie i pozwolił wypłakać się w jego ramię. Zostaliśmy wyproszeni z pokoju, a chwilę później lekarze odłączyli Liama od respiratora. Nie dowierzałam, że to był już koniec. Liaś nie żył. Jeszcze nie do końca pojmowałam, co się wydarzyło.
    - Kocham Cię Liam- wyszeptałam- i nigdy nie przestanę. Jesteś moim największym skarbem.
    ~.~
    Najdroższy, wspólne życie na ziemi nie było nam pisane. Odszedłeś pozostawiając mnie samą. Nie udało nam się tutaj, ale kiedyś się spotkamy. Odnajdę Cię, obiecuję Ci to. Znów będziemy razem: tylko Ty i ja. Kocham Cię. Jesteś moim słońcem...
                                                                                       MissPotatoe

    Hejka Miśki. To mój pierwszy smutny imagin, a na dodatek pierwszy o Liamie ;) Jestem ciekawa co o nim sądzicie. Piszcie w komentarzach. Liczę na Wam:** Napisałam coś takiego, bo nie każda historia kończy się Happy Endem :P Nie raz życie płata nam figle, a  my nie jesteśmy w stanie temu zaradzić... 
    Tak jak wcześniej obiecałam ten imagin dedykuję Karolinie Lis.( wiem, że to nie jest imagin z Niallem ;) Jak chcecie też możecie prosić o dedyki ;) Piszcie tylko z kim chcecie. 
    Naprawdę jesteście świetne. Dzięki za wszystkie komentarze, wejścia. Kocham Was!!!  

piątek, 3 maja 2013

#13 Harry cz.6 (zakończenie)


          Hazza tak jak wcześniej obiecał, zjawił się w moim domu. Wpadał również w kolejnych dniach, dotrzymując mi towarzystwa. Byłam mu ogromnie wdzięczna, że poświęcał mi swój czas. W końcu opuszczał każde próby czy też przygotowania do trasy koncertowej. Zżerały mnie przez to ogromne wyrzuty sumienia. Czułam się po prostu z tym źle, ale nie mogłam nic zrobić. Każda próba wytłumaczenia mu, iż nie powinien spędzać ze mną tyle czasu, kończyła się porażką.
    - Rozumiem, że nie chcesz ze mną przebywać?- dopytywał się.
    - Nie, nie o to chodzi. Uważam jedynie, że powinieneś chodzić na te wasze próby. W końcu to Twój obowiązek. Jesteś członkiem tego zespołu.
    - Tak, ale mam prawo robić, co chcę.- I tak kończyły się nasze rozmowy. Harry był uparty. Zawsze stawiał na swoim. W żaden sposób nie mogłam go przekonać do zmiany decyzji.
    Powinnam skakać ze szczęścia, że opiekuje się mną sam Harry Styles, że dba o mnie. Stara się poprawić mi nastrój. Niestety tak nie było. Czułam się w jakimś stopniu odpowiedzialna za jego ciągłe nieobecności...
    Przez te kilka dni przyzwyczaiłam się do jego wizyt. Dzięki wspólnie spędzonym chwilom lepiej się poznaliśmy. Nie byliśmy już zwykłymi znajomymi. Wiedzieliśmy o sobie naprawdę dużo. Harry często opowiadał mi różne historie ze swojego życia. Momentami mu zazdrościłam. Przeżył wiele wspaniałych chwil w gronie najlepszych przyjaciół. Nigdy się nie nudził. A co najważniejsze zawsze miał co wspominać.
    - Mam dla Ciebie niespodziankę- zawołał w progu Loczek. Podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek na przywitanie. To stało się już naszą tradycją. Miałam wrażenie, że nasza znajomość przeradza się w coś więcej. Wkracza w nowy etap.
    - Jaką?- zapytałam zaciekawiona.
    - Niedługo się dowiesz- odrzekł- A teraz mam jedną prośbę. Mogłabyś się trochę cieplej ubrać? Zaraz wychodzimy,a zależy mi na tym, abyś nie zmarzła. I radziłbym Ci się pospieszyć. Masz dosłownie kilka minut.
    - Harry, o co chodzi?- dopytywałam.
    - Nieważne- rzucił- nie rozumiesz, że nie mogę Ci niczego powiedzieć? Zepsułbym, wtedy całą niespodziankę- stwierdził- Idź się przebrać, chyba że mam Ci pomóc?
    - Nie, dzięki. Poradzę sobie- oznajmiłam- poczekaj tu chwilę. Zaraz wracam.
    - Nigdzie nie zamierzam się bez Ciebie ruszać- stwierdził.
    Pobiegłam co tchu do góry. Nie powiem, Harry mnie zaintrygował. Byłam ciekawa, co wymyślił. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej cieplejsze ubrania. Najpierw jednak odchyliłam lekko żaluzje. Faktycznie, pogoda za oknem nie była zbytnio optymistyczna. Słońce chowało się za grubą warstwą ciemnych chmur. Na dodatek zapowiadało się, że będzie padał śnieg.
    Po paru minutach znalazłam odpowiednie ciuchy. Przebrałam się, a następnie szybko przeczesałam włosy.,, Ok. Jestem gotowa”- pomyślałam. Zbiegłam ze schodów i udałam się prosto w stronę loczka.
    - Możemy już jechać- powiedziałam.
    - Dobra- chłopak zamknął za mną drzwi. Podał mi swoją ciepłą dłoń, a moje serce automatycznie przyspieszyło. Chyba nigdy się z tego nie wyleczę...
    Ruszyliśmy w stronę samochodu, trzymając się za ręce. Byłam z tego niesamowicie zadowolona. Czułam się wniebowzięta przebiegiem sytuacji.
    Nie wiem czemu, zawsze zwracałam uwagę na takie błahostki, jak zwykłe, ludzkie gesty? Po prostu taka już byłam. Jak to kiedyś określiła moja koleżanka, reprezentowałam sobą typ romantyczki. Może naprawdę coś w tym było?
    - Nie boisz się, że wywiozę Cię do lasu? A potem brutalnie zgwałcę?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Hazzy.
    - Nie- zaśmiałam się- nie wierzę, iż byłbyś zdolny do tego.
    - Cieszę się, że mi ufasz- oznajmił i odwrócił się w moją stronę.
    - Harry, patrz na drogę- wykrzyknęłam.
    - Spokojnie. Jestem dobrym kierowcą- odrzekł- A swoją drogą nie jesteś ciekawa, dokąd Cię wywożę?- zapytał, kiedy minęliśmy ostatnie zabudowania Londynu. W końcu miasto zniknęło z pola widzenia.
    - Oczywiście, że jestem ciekawa- odparłam- ale pewnie nie powiesz mi dokąd mnie zabierasz?
    - Zgadłaś, kotku- powiedział- jeszcze kawałek i będziemy na miejscu.
    Brunet zwolnił i skręcił w boczną ścieżkę. Wjechaliśmy w dość wąską, brukowaną drogę. Chwilę potem zza drzew wyłoniła się nowoczesna willa.
    - Mam nadzieję, że Ci się tu spodoba- rzekł, kiedy wysiedliśmy z samochodu.
    - Nie wątpię- wyszeptałam.
    W pewnym momencie z środka wybiegli chłopcy.,, Co?”- nie dowierzałam. Naprawdę miałam poznać resztę One Direction?! Czy to tylko mi się śni? Proszę, niech ktoś mnie uszczypnie.
    - To [T.I]- przedstawił mnie reszcie.
    - Hej- powiedziałam lekko oszołomiona.
    W jednej chwili spełniło się moje największe marzenie. Zawsze chciałam ich poznać, a teraz tak po prostu nadarzyła się ku temu okazja. Nie dowierzałam we własne szczęście. Brakowało mi słów, by móc opisać co się ze mną działo w tej chwili. ,,Spokojnie”- powtarzałam co chwilę. Wzięłam kilka głębszych oddechów. W końcu musiałam udawać ,,normalną”. Nie mogło się wydać, że jestem ich fanką. Chciałam, żeby widzieli we mnie zwykłą dziewczynę, a nie rozhisteryzowaną Directionerkę.
    - Cześć. Miło Cię poznać- odparli jednocześnie.
    - Harry, nie żartował, mówiąc że jesteś śliczna- stwierdził Zayn. Czy on właśnie prawił mi komplementy? Spojrzałam w stronę Hazzy, który wydawał się lekko zakłopotany.
    - Może jesteś głodna?-cały Nialler. Niebieskooki blondynek, który wiecznie myślał o jedzeniu.
    - To my będziemy się zbierać. Zostawimy Was samych- powiedział Lou. Czy oni wszyscy musieli być tacy perfekcyjni? W rzeczywistości wydawali się jeszcze przystojniejsi, niż w telewizji.
    - Przecież możecie zost...- nie dokończyłam, gdyż przerwał mi Liam.
    - Harry zrobiliśmy wszystko, o co nas prosiłeś. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. To my już pójdziemy. Bawcie się dobrze- zawołał i wszyscy w jednym momencie ruszyli do samochodu.
    - Tym razem ja prowadzę- wrzeszczał Louis.
    - Nie, tylko nie to- wydzierał się Malik- chcesz, żeby znowu zatrzymała nas policja?
    - Ej, to nie moja wina- odezwał się i wsiadł za kierownicę.
    - Do zobaczenia później, [T.I]- krzyczał Niall.
    W końcu wszyscy usadowili się w aucie i odjechali. W jednej chwili nastała niesamowita cisza. Zostałam jedynie z Harrym.
    - Oni zawsze są tacy?- zapytałam.
    - Tak- stwierdził- Powiedziałbym nawet, że teraz byli wyjątkowo spokojni. Zresztą i tak sama zdążysz ich lepiej poznać.
    - O co chodziło Liamowi?- dopytywałam. Byłam po prostu wszystkiego ciekawa.
    - Chwilę cierpliwości, słonko- oznajmił i zakrył mi oczy.
    - Hej! Co robisz? Nic nie widzę- skarżyłam się.
    - Teraz nadszedł czas na niespodziankę. Chodź za mną- powiedział i pociągnął mnie za rękę. Powoli szliśmy przed siebie. Przynajmniej tak mi się wydawało. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się. Styles zabrał swoje dłonie z moich oczu i położył je na biodrach- Jesteśmy na miejscu- oznajmił
    Otworzyłam oczy. Wokół nas rozpościerały się liczne drzewa. Znajdowaliśmy się najprawdopodobniej w wielkim ogrodzie, położonym gdzieś nad brzegiem jeziora. Niedaleko stąd paliło się ogromne ognisko. Nie czekając na Harrego pobiegłam się ogrzać. Momentalnie przypomniało, mi się moje dzieciństwo. Kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem, często robiliśmy z rodzicami pikniki. Rozpalaliśmy ognisko, piekliśmy pianki. Tęskniłam za latami beztroski. Wprawdzie opowiadałam o tym Loczkowi, ale nie sądziłam, że zorganizuje dla mnie coś takiego. I to na dodatek w środku zimy. Naprawdę byłam pod wrażeniem. Wraz z chłopcami musiał włożyć w to wiele starań.
    Dopiero po chwili dostrzegłam coś jeszcze. Kiedy podeszłam bliżej zobaczyłam mały stolik, przykryty sięgającym ziemi, białym obrusem. Na nim stało kilka zapalonych świec, butelka wina i bukiet czerwonych róż. Oniemiałam z zachwytu. Harry przeszedł samego siebie.
    - I jak? Podoba Ci się?- spytał, wtulając się we mnie.
    - Tak. Jest tu przepięknie- odrzekłam- Dziękuję za wszystko. Jesteś niesamowity.
    - Miło to słyszeć- uśmiechnął się do mnie- Chodź, usiądźmy tutaj- powiedział, wskazując na drewnianą ławeczkę.
    - Dobrze.
    Kiedy usiedliśmy chłopak otulił mnie ciepłym kocem. Było wspaniale. Tylko ja i on. Nikt więcej. Oparłam głowę o jego ramię, wpatrując się w czerwone iskierki, które rozchodziły się na wszystkie strony.
    - [T.I] muszę Ci coś powiedzieć- oznajmił po chwili i spojrzał się mi prosto w oczy.
    - Tak?
    - Wiem, że może zabrzmi to dziwnie. Pewnie uciekniesz lub pomyślisz, że żartuję, ale chcę, żebyś to wiedziała...[T.I] kocham Cię- wyszeptał i odwrócił wzrok. Moje serce biło jak opętane. Czułam jak chciało wyrwać się z mojej klatki piersiowej.
    - Ja też Cię kocham- odpowiedziałam bez namysłu. To była prawda. Zakochałam się w nim już na samym początku naszej znajomości.
    - Naprawdę?- spytał i od razu się ożywił.
    - Oczywiście. Nie mogłabym żartować w tak poważnej sprawie.- odparłam, a na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech.- Nie wiem czemu myślałeś, że ucieknę? Przecież to śmieszne!
    - Czyli zgadzasz się ze mną chodzić?- zapytał z nadzieją w głosie.
    - Tak, zawsze o tym marzyłam.
    - W takim razie muszę przedstawić Cię chłopakom- powiedział.
    - Co?- zdziwiłam się- przecież dopiero co z nimi rozmawiałam.
    - Tak. Tylko, że wtedy poznali Cię jako moją znajomą, a teraz jesteśmy już parą- odparł czule mnie przytulając- Prawda, że to robi różnicę?
    - Oj, Harry- jęknęłam. Chłopak nie pozwolił mi jednak nic więcej powiedzieć. Zbliżył swoją twarz do mojej, a nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku...   
                                                                                              MissPotatoe
    I w ten oto sposób dotarliśmy do końca. Hmmm sama nie wiem co sądzić o tej części. Wydaję mi się, że strasznie zepsułam końcówkę... Zresztą same oceńcie ;)
    Mam do Was pytanie: z kim chcecie kolejnego imagina? Piszcie w komentarzach. Jestem otwarta na każdą propozycję.KOCHAM WAS!!! JESTEŚCIE WSPANIAŁE :****

środa, 1 maja 2013

#12 Niall


To już dzisiaj. Dzisiaj oficjalnie zostanę Panią Horan. Od dzisiaj Nialler będzie mógł nazwać mnie swoją żoną...
Boże, tak długo na to czekałam. Nasz związek był jak z bajki, choć zdarzały się też trudne momenty... Kochałam go jednak miłością tak wielką i szczerą, że bez niego moje życie nie miałoby sensu. Był dla mnie jak powietrze...
Od rana trwały przygotowania do ślubu. Przyjaciółka pomagała mi właśnie zakładać suknię ślubną.
-[T.I], za godzinę będzie po Ciebie Niall. Musimy się pospieszyć- mówiła zasuwając suwak mojej sukienki. Patrząc w lustro, zaniemówiłam. Jeszcze nigdy nie czułam się tak pięknie... Suknia była prosta, lecz naprawdę zachwycała. Jej śnieżnobiały kolor ładnie kontrastował się ze skórą. Na mojej szyi błyszczał diamentowy naszyjnik, który dostałam od Horana tydzień temu. Chłopak wprost uwielbiał mnie rozpieszczać:) Moje włosy były gładko podpięte przez profesjonalną fryzjerkę, a makijaż przypominał ten z okładek najlepszych modowych magazynów. Niall zadbał, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Po chwili przed moi domem czekała już elegancka, czarna limuzyna. Nareszcie ujrzałam Niallera. Błękitny krawat pięknie podkreślał kolor jego tęczówek. Wyglądał tak seksownie w garniturze, jak żaden mężczyzna na ziemi... Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Był cały spięty, lecz w jego oczach dało się dostrzec bezgraniczną radość. Radość spowodowaną tym, że za chwilę będziemy małżeństwem...
W drodze do Kościoła myślałam nad wieloma sprawami. Miałam ogromne szczęście, że będę dzielić życie z takim chłopakiem, jak Niall. Był czuły, delikatny, ale najważniejsze, że byłam pewna, że nigdy mnie nie zrani. I że darzy mnie bezgraniczną miłością. Wyczuwałam to we wszystkich jego słowach, gestach. Patrzył na mnie tak, jak na nikogo innego. Na każdym kroku pokazywał mi, jak bardzo mu na mnie zależy.
Bałam się że to wszystko dzieje się w mojej wyobraźni, że zaraz pryśnie jak bańka mydlana.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos blondynka:
-Kochanie, chodź, już czas.
Jak prawdziwy dżentelmen otworzył przede mną drzwi limuzyny. Za nami szli świadkowie- moja najlepsza przyjaciółka i Zayn. Zabiły dzwony, ceremonia miała już się zaczynać, gdy nagle zdenerwowany mulat szepnął coś do Nialla.
-Kotku, Zayn zapomniał obrączek. Pojadę z nim po nie i zaraz będziemy- powiedział mi na ucho Nialler i pocałował mnie w policzek, aby nie rozmazać szminki na moich ustach.
Takie jest właśnie życie z piątką tych wariatów... Zawsze coś. Niall i Zayn pospiesznie wyszli z budynku, a ja w tym czasie usiadłam na ławce z tyłu.
 Już nie mogłam się doczekać ślubu. Chciałam w końcu usłyszeć przysięgę miłości i wierności z ust blondyna. W głowie miałam już tylko to. Moja przyjaciółka co chwilę nerwowo spoglądała na zegarek.
-[T.I], minęło już pół godziny, może do nich zadzwonić?- spytała.
-Możesz - odparłam rozkojarzona. Myślałam tylko o tym, że za chwilę będziemy małżeństwem... Dziewczyna próbowała dodzwonić się do oby dwu chłopaków, lecz żaden z nich nie odbierał. Goście byli już zniecierpliwieni. Po 15 minutach zdecydowałam , że poinformuje o wszystkim Liama. On zawsze wiedział, co zrobić w takiej sytuacji. Wkońcu był Daddy Direction :)
-Poczekaj [T.I], pojadę po nich, nie denerwuj się, ale mogliby być bardziej odpowiedzialni- powiedział po chwili Liaś.
-Jadę z Tobą- odparłam bez zastanowienia. Musiałam sprawdzić, co jest grane. Mój kobiecy instynkt podpowiadał mi, że coś jest nie tak.
-Nie ma mowy. Jesteś Panną Młodą, musisz zostać- mówił zdenerwowany chłopak, lecz nie słuchając go opuściłam budynek.
-Dobra, chodź, tylko nie pobrudź sobie sukienki- powiedział w końcu Payne podążając za mną. Wiedział, że jestem tak uparta, że i tak ze mną nie wygra.
Jechaliśmy w stronę mieszkania Zayna, gdzie zapewne znajdowały się obrączki. Mieliśmy nadzieję, że zastaniemy w nich chłopców.
-Na pewno pobrudzili sobie garnitury, czy coś takiego- przerwał ciszę chłopak- wiesz, że zawsze mają dziwne przygody- próbował mnie uspokoić, lecz średnio mu się to udało.
 Nagle przy drodze prowadzącej do domu Malika , dostrzegliśmy samochody policyjne i karetki.
-Co tu się dzieje?- zapytałam przejęta. W głowie miałam najgorsze myśli.
-Poczekaj, zapytam się policjantów, spokojnie- powiedział opanowany brunet. Jego głos jednak lekko drgał.
 Gdy Liam wychodził, moje serce niemal stanęło, a oddech stał się płytki. Wśród tego zamieszania, dostrzegłam roztrzaskany samochód Zayna. Nie czekając ani chwili dłużej wybiegłam z auta. Mój wzrok zatrzymał się na zakrwawionym ciele Nialla. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Wszystko działo się tak szybko. Obraz przed oczyma powoli mi się rozmazywał. Nagle poczułam czyjeś ręce ciągnące mnie w stronę radiowozu. Blondyna wnoszono właśnie na noszach do karetki.
-Chcę jechać z Niallkiem- niemal krzyknęłam biegnąc w stronę auta. Łzy wielkie jak grochy spływały po mojej twarzy. Będąc już w karetce, gładziłam blondynka po policzku.
-Kochanie, nie opuszczaj mnie. Nie dam rady bez ciebie- szeptałam ledwo przez łzy, lecz jego oczka nadal były zamknięte.  Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, całe moje ciało zaczęło drgać. Lekarze zaczęli reanimować blondynka. W duchu modliłam się, by dał radę. Przez cały czas sciskałam jego delikatną dłoń.
-Co się dzieje? W jakim jest stanie?- krzyczałam, lecz nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Nagle ujrzałam, jak powieki Niallera lekko się rozchylają. Zobaczyłam jego piękne, błekitne tęczówki. Moje serce zapłonęło, myślałam bowiem, że wszystko będzie dobrze. Życie nie zawsze jest jednak takie kolorowe...
-[T.I], kochanie- szeptał chłopak. Widać było, że sprawia mu to ogromny wysiłek- przepraszam cię, że nie dopilnowałem wszystkiego. To moja wina. Nadal jednak chcę, abyś była moją żoną, kobietą mojego życia, moją panią Horan.- mówiąc to włożył mi na palec złotą obrączkę. Cała się trzęsąc, pocałowałam go mocno.
-Nie zapomnij o mnie, przepraszam, że cię opuszczam- wyszeptał ostatnim tchem i ponownie zamknął oczy. Nie byłam w stanie wydać z siebie choć jednego dźwięku.
 Nagle usłyszałam głośne pikanie.
-Serce nie pracuje!- krzyczeli ludzie wokół i ponownie reanimowali chłopaka. Po chwili pewna kobieta odciągnęła mnie od noszy. Ledwie trzymałam się na nogach.
Dotarliśmy do szpitala. Przepchałam się przez wszystkich lekarzy do sali, w której leżał Niall.
-Proszę Pani, proszę się zatrzymać- powiedziała do mnie pielęgniarka i pociągnęła mnie za ramię- [T.I.I.N.]?
-Tak- odpowiedziałam nerwowo. Chciałam się jej wyrwać, lecz nie pozwolił mi na to mocny uścisk kobiety.
-Proszę mnie posłuchać. Mam przykrą wiadomość. Niall Horan nie żyje. Jego serce przestało pracować już w kare...
Nie słuchając dalej pobiegłam do chłopaka. Wyglądał jak śpiący aniołek. Jego oczka były zamknięte. Jasne włosy były w lekkim nieładzie. Zostały na nich pojedyncze krople krwi. Nie czekając dłużej wtuliłam się po prostu w jego tors.
-Niallku, kochanie, zawsze będę twoją żoną, kocham cię i nie przestanę.Nigdy. -zaczęłam łkać jak jeszcze nigdy, połykając łzy. Miałam nadzieję, że chłopak mnie słyszy. Świadomość, że już ostatni raz się do niego przytulam, wprost rozrywała moje serce. Chciałam umrzeć i być teraz razem z nim. Jeszcze nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, co się wydarzyło. Nie wiem, ile czasu spędziłam przy Horanie. Może godzinę, może cały dzień. W końcu ktoś odciągnął mnie od szpitalnego łóżka. Chyba Liam.
-Musisz być silna, dla Nialla- wyszeptał do mojego ucha, a ja ostatni raz popatrzyłam na delikatną twarz mojego męża. Po chwili pielęgniarki przykryły chłopaka czarną płachtą.
~~
Najgorsze jest to, że nie będę mogła codziennie patrzeć na jego piękne oczka, nie będę mogła czuć dotyku jego delikatnych dłoni, nie będę mogła posmakować jego ust...
 Nie wiem, czy dam radę. Nie wiem, czy dam radę żyć bez niego. Spróbuję. Dla mojego aniołka...
                                                                                                  HazzGirl

Hej! To pierwszy SMUTNY imagin  na tym blogu. Jak go oceniacie? Wolicie wesołe, czy smutne prace?
Dziękuję za wszystkie wejścia:) Jest ich ponad 2000!!! KOMENTUJCIE, wspieracie nas wtedy i motywujecie do dalszej pracy:)
KOCHAM WAS! ~wasza HazzGirl

#11 Harry cz.5



      Obudziłam się z potwornym bólem głowy i gardła. Na dodatek miałam katar, który uniemożliwiał mi normalne oddychanie. Rozpalała mnie gorączka. Ogólnie czułam się wyjątkowo beznadziejnie. Tak, zapowiadał się ,, świetny” weekend. Musiałam akurat zachorować teraz, bo jakże inaczej?! Niesprawiedliwe zrządzenie losu... Nie wiem co mnie w ogóle podkusiło, żeby wczoraj wieczorem szukać drogi na skróty? Nie trafiłabym w ten zaułek. Nie miałabym żadnych problemów. Nie musiałabym uciekać przed jakimiś kolesiami, którzy chcieli mi coś zrobić, ale także nie poznałabym Hazzy...
      I tu się zatrzymałam. Ta perspektywa wydała mi trochę smutna. Wtedy wpadając na niego miałam szczęście. Tak, byłam cholerną szczęściarą, która przez przypadek zderzyła się z pierwszym lepszym przechodniem. A ten okazał się wielką gwiazdą, znaną na całym świecie.
      Nadal nie wierzyłam w to, co się stało. To wszystko wydawało się zbyt piękne, aby było prawdziwe. Czy mi się to tylko nie śniło?- zastanawiałam się. Nie. To musiała być prawda. Wszelkie wczorajsze wspomnienia były zbyt wyraźnie, by mogły okazać się jedynie sennym majakiem. Mimo wszystko chwyciłam w dłoń komórkę. Wpisałam hasło i kliknęłam w galerię. W jednej chwili na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Zobaczyłam mnóstwo naszych wspólnych zdjęć. ,,A jednak.”- wyszeptałam.
      Przejrzałam po kolei wszystkie fotki. Kilka z nich szczególnie przypadło mi do gustu, toteż dodałam je do ulubionych. Następnie wybrałam jedno z nich i opublikowałam je na swoim Twitterze. W ciągu kilku sekund moje zdjęcie wywołało lawinę komentarzy oraz drwiących tekstów typu : Fajny Photoshop.
      W pewnym momencie odezwał się dzwonek do drzwi. Nie miałam ochoty nikomu otwierać. Zawsze pojawiała się ta niepewność. Czy to przypadkiem nie moi wczorajsi prześladowcy... Równie dobrze mógł to być listonosz,sąsiadka i wiele innych znanych mi osób. Wolałam jednak zachować ostrożność, po tym co się wydarzyło. Poza tym byłam chora i należało mi się trochę spokoju. Schowałam głowę pod poduszkę, by chociaż częściowo zagłuszyć dochodzące z dołu odgłosy.
      Dzwonek nie ustawał. Ktoś natrętnie czekał pod domem. W końcu nie wytrzymałam. Miałam już tego po dziurki w nosie. Z niechęcią wygrzebałam się z ciepłego posłania. Założyłam szlafrok i zbiegłam na dół.
    -Spokojnie. Już otwieram- wychrypiałam. Przekręciłam zamek i uchyliłam drzwi. I wtedy moim oczom ukazał się cudny widok. W progu stał Styles.
    - Mogę wejść?- zapytał.
    - Tak, pewnie- uściśliłam i otworzyłam szerzej drzwi- nie powinieneś być teraz na próbach?
    - Hej, [T.I]! Nawet się ze mną nie przywitałaś- powiedział z wyrzutem i zignorował moje pytanie- chcesz żebym się na Ciebie obraził?
    -Nie bądź śmieszny- odrzekłam- Cześć Harry. I co lepiej?
    Chłopak uśmiechnął się, pokazując przy tym po raz kolejny swoje dołeczki. Poczułam jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Jak mimowolnie uginają się z wrażenia. Loczek bez żadnych skrupułów przekroczył dzielący nas dystans i przytulił się do mnie.
    - Harry, nie zbliżaj się! Jestem chora- rzuciłam.
    - Wiesz co, nie dziwię się- odpowiedział i zaśmiał się- powinnaś jeszcze chodzić w bikini. Dziewczyno jest środek zimy, a Ty biegałaś wczoraj po dworze bez kurtki. Przecież to było do przewidzenia, że się rozchorujesz.
    - Naprawdę jesteś bardzo miły- wygarnęłam- Nie odzywaj się, gdy nie masz pojęcia o niczym.
    - Nie denerwuj się, skarbie. Złość urodzie szkodzi...
    Nie zdążyłam nawet skomentować jego wypowiedzi, gdy poczułam jak moje nogi odrywają się od podłogi.
    - Harry! Odstaw mnie na ziemię. Jestem zbyt ciężka-zawołałam.
    - Nie przesadzaj. Panuję nad wszystkim- oznajmił.
    - Jak to?- zapytałam zdziwiona- Co Ty w ogóle wyprawiasz?- dopytywałam.
    - Nic. Odstawiam Cię do łóżka. W końcu sama powiedziałaś, że jesteś chora- sprostował.
    - To bardzo miłe, ale mimo wszystko wolałabym, abyś mnie puścił. Uwierz, sama jestem w stanie doczołgać się do góry- mówiłam, ale brunet nie reagował na jakiekolwiek prośby.
    W końcu dotarliśmy do mojego pokoju. Loczek delikatnie położył mnie na łóżku, a następnie przykrył kołdrą.,, Dla takich chwili, jak ta czasami warto jest być chorą”-pomyślałam.
    - Gdzie masz jakieś leki?- głos Hazzy wyrwał mnie ze świata fantazji. Na początku nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero później uświadomiłam sobie, że chłopak zadał mi pytanie. Niesamowite, jak jego obecność wpływała na moje zachowanie.
    -Harry, nie przejmuj się mną- zaczęłam- wiem, że powinieneś być na próbach. W końcu nie możesz ich teraz omijać- dodałam. Wszyscy będą na Ciebie źli, a ja będę czuła się temu winna...
    - Nigdzie się stąd nie ruszam- oznajmił i od razu spochmurniał- Wczoraj pokłóciłem się z chłopakami. Nie musisz, więc się czymkolwiek przejmować. Pewnie nawet nie zauważyli, iż nie ma mnie w domu. Naprawdę czasami bywają nieznośni... Jedno jest pewne, na razie zostaję z Tobą, chyba że tego nie chcesz...
    - Oczywiście, że tego chcę. Będzie mi bardzo miło- powiedziałam.
    - W takim razie jestem do Twojej dyspozycji- zaśmiał się- Potrzebujesz czegoś? Może jesteś głodna? Hm? Postaram się spełnić każde Twoje zachcianki.
    - Nie, nie potrzebuje niczego- oznajmiłam- po prostu poleżę w łóżku i mam nadzieję, że jutro będzie już dobrze.
    - Mimo wszystko przyniosę Ci jakieś leki. Masz gorączkę, chyba że to ja tak na Ciebie działam?- zażartował.
    - Widzę, że jesteś ,,bardzo skromny”- stwierdziłam- Leki znajdują się w kuchni. Górna szafka nad zlewem. Mam nadzieję, że nie będziesz miał problemów ze znalezieniem.
    - Poradzę sobie- oświadczył i wyszedł z pokoju.
    Chwilę potem chłopak był już z powrotem. W jednym ręku trzymał kubek z wodą, a w drugim stertę opakowań.
    Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego posturę. Muszę przyznać, że wyglądał niesamowicie seksownie. Czarna, obcisła koszulka, która odciskała zarys jego mięśni. Nieziemskie tatuaże, a na dodatek nienaganna fryzura. Jego loczki zawsze wydawały się takie kuszące? I te piękne, zielone tęczówki, w których można było utonąć. Cały Harry. Ideał pod każdym względem.
    - Proszę- wręczył mi szklankę.
    - Dzięki.
    Wzięłam leki, popijając je zimno wodą. Nie wiem czemu, ale odkąd byłam jeszcze małym dzieckiem,miałam problemy z połykaniem tabletek. I tak mi już zostało. Harry widząc to zaczął się śmiać. Prawie się przez niego zakrztusiłam. Sama nie mogłam się opanować i w końcu dołączyłam do niego.
    - Hej- zawołałam- to nie jest śmieszne.
    - Dobra, nie będę się z Tobą sprzeczał, ale uważam co innego- powiedział- możesz się troszeczkę przesunąć? Chciałbym usiąść- wskazał na miejsce koło mnie.
    - Pewnie- zrobiłam tak jak poprosił.
    Byłam mu niezmiernie wdzięczna, że dotrzymywał mi towarzystwa. W końcu mógł sobie po prostu odejść. Na pewno miał dużo ciekawszych rzeczy do robienia. A mimo wszystko został i teraz leżał tuż przy mnie. Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Spędzałam bowiem cudowne chwile z najwspanialszym chłopakiem, jakiego kiedykolwiek spotkałam. To dzięki niemu promieniałam. W innym wypadku siedziałabym teraz sama. Rodzice byli daleko stąd, a wszyscy znajomi zapewne odsypiali po wczorajszej imprezie, na którą nie dotarłam.
    W pewnym momencie Hazza objął mnie. Momentalnie moje ciało drgnęło. Nie mogłam opanować emocji. Miałam wrażenie, że wszystko się we mnie gotuje. A to tylko jeden, mały, niewinny gest. Jego dotyk powodował, iż w coraz większym stopniu czułam się od niego uzależniona.,, Do czego to doszło”- zastanawiałam się.
    Nie wiedziałam, kiedy Harry oparł swoją głowę o moje ramię i zasnął. Wydawał się wtedy taki bezbronny, niewinny. Przykryłam go swoją kołdrą. Następnie wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Mnie również szybko zmorzył sen. Momentalnie odpłynęłam.
    Z zaświatów wyrwała mnie dopiero komórka Styles'a. Obudziłam loczka, który nadal spał w najlepsze, nie przejmując się niczym.
    - Co jest?- zapytał zaspany.
    - Ktoś do Ciebie dzwonił- odpowiedziałam, wręczając mu telefon.
    - Cholera- powiedział- osiemnaście połączeń nieodebranych i kilka smsów od chłopaków. No to teraz mam przesrane. [T.I] przykro mi, chyba będę musiał się zbierać.
    - Ok. Nie ma problemu. W końcu mają prawo się o Ciebie martwić. Stanowisz jedną piątą zespołu. Jesteście momentami jak rodzina- stwierdziłam.
    - Można by tak powiedzieć. To do jutra- zawołał.
    - To jutro też wpadniesz?- zapytałam lekko zdziwiona.
    - Pewnie. W końcu ktoś musi o Ciebie zadbać- oznajmił i pocałował mnie po raz kolejny w policzek- nie zapomnij zamknąć za mną drzwi.
    - Nie zapomnę. Lepiej już idź, bo pewnie zaraz zaczną Cię szukać, jeżeli już nie zaczęli- dodałam- W takim razie do zobaczenia.
    -Do jutra, piękna- oznajmił i wyszedł z mojego pokoju.
    Czy on właśnie nazwał mnie piękną? Moje serce zaczęło bić jak oszalałe.,, [T.I] uspokój się to tylko nic nieznaczące słowa”- zadźwięczało gdzieś w mojej głowie...

                                                                                                      MissPotatoe
          Heejka. A oto kolejna, 5 już część Hazzy.  Miała to być ostatnia, ale pojawi się jeszcze jedna, która na pewno będzie już zakończeniem. ;)
          Wow jest nam ogromnie miło, że mamy tyle wejść. Zakładająć tego bloga myślałyśmy, że nikt nie będzie wchodził, a tu proszę miła odmiana. :***Naprawdę jesteśmy Wam wdzięczne za wszystko.<3 
          Nadal zachcęcam do komentowania i  brania udziału w ankietach. Motywujcie nas, a imaginy będą pojawiały się częściej. Siema Miśki :***