Najlepsze Polskie Imaginy One Direction

Najlepsze Polskie Imaginy One Direction

sobota, 19 kwietnia 2014

WIELKANOC

Kochani! 
Wesołego zająca, co śmieje się bez końca. 
Szczerbatego barana, co ryczy od rana. 
Radości bez liku, pisanek w koszyku. 
I wielkiego lania w Dniu Mokrego Ubrania! :))) 
~ życzą adminki! :*



środa, 16 kwietnia 2014

#95 Harry cz.5

                                                                     Harry cz.4
                                                                     Harry cz.3
                                                                     Harry cz.2
                                                                     Harry cz.1
 
 
 
    -Zostaw mnie, przecież to było tylko udawane! Chciałam, żeby mój były to zobaczył!- krzyknęłam, lecz jego ciało było za ciężkie, nie mogłam mu się wyrwać.
-Należy mi się jakaś zapłata- odparł groźnie, dotykając dłońmi moich pośladków. Na moich policzkach pojawiły się łzy. Łzy bezsilności. Poczułam jak jego palce, błądzą po moim lekko umięśnionym brzuchu, jak schodzi coraz niżej. To było okropne. W pewnym momencie pozbył się moich turkusowych szortów, a ja zaczęłam krzyczeć jeszcze mocniej i silniej.
    -Ratunku! Niech ktoś mi pomoże- wykrzykiwałam jak najgłośniej mogłam. W końcu zaczęłam uderzać o ścianę, pukać w drzwi.
    - Spokojnie, maleńka. I tak Cię nikt nie usłyszy. Jest już późno, zaraz zamykają. Dasz mi to, czego chcę, a już za chwilę będziesz mogła wracać do domu- usłyszałam głos Justina tuż nad moją głową.
    - Niedoczekanie twoje- warknęłam i z całej siły uderzyłam go w krocze.
    - Tak się nie będziemy bawić, suko- wysyczał i w ciągu kilku sekund znalazł się tuż koło mnie. Poczułam przeraźliwy ból rozchodzący się w okolicach klatki piersiowej.
    - Pomocy- krzyczałam, dławiąc się własnymi łzami. Chłopak był tuż przy mnie. Kilkoma, szybkimi ruchami pozbawił mnie prawie całej garderoby. Leżałam przed nim w samych majtkach.
    - Zrobię to szybko- powiedział z błyskiem w oku, zdejmując swoje bokserki i pokazując swoją męskość.
    - Jesteś obrzydliwy- rzuciłam, a następnie obolała podniosłam się z zimnej podłogi, by móc się jakoś bronić.- Ratunku- ponowiłam i w tej samej sekundzie, drzwi do sali, otworzyły się z wielkim hukiem.
    To był on. Mój Harry.
    - Ty gnoju- usłyszałam wściekły głos Stylesa.- Pożałujesz za to, ty męska pizdo.
    Harry rozwścieczony ruszył w jego kierunku. Wymierzył mu kilka siarczystych sierpowych oraz porządne uderzenie w krocze. Mój niedoszły gwałciciel nie mógł się podnieść. Miał rozciętą skroń, z której sączył się czerwony strumień krwi. Jego usta zrobiły się dziwnie sine, a oczy opuchnięte.
    - Jeszcze raz spotkam Cię na swojej drodze, to uwierz, nie ręczę za siebie- powiedział i po raz ostatni uderzył go w twarz.- [T.I], nic Ci nie zrobił?- spytał się Harry.
    - Na szczęście, nie zdążył- odparłam i rozpłakałam się jeszcze mocniej.
    - Kochanie, spokojnie jestem przy tobie- oświadczył i na dowód swoich słów, delikatnie się do mnie przytulił.- Ciii, przestań płakać..- szeptał przy moim uchu.
    - Harry, ja tak bardzo cię... przepraszam- chlipałam.
    - Już dobrze, ten sukinsyn nic Ci już nie zrobi- rzucił i podał mi moje rzeczy.- Ubierz się i szybko uciekajmy stąd, dopóki nikt się nie zorientował, co tu się stało.... A Ty – zwrócił się do Justina.- Jeśli cokolwiek powiesz glinom, będziesz miał jeszcze większe kłopoty, zrozumiano?
    - Harry tu jest monitoring- zauważyłam kamerę w jednym z rogów pokoju.
    - Spokojnie, nie działa. Już je kiedyś przetestowałem. [T.I] weź torbę i lepiej chodźmy już stąd.
    - Dobrze- powiedziałam nadal łamiącym się głosem.
    Budynek opuściliśmy w zupełnej ciszy. Żadne z nas nie odezwało się ani razu, mimo iż szliśmy ze splecionymi dłońmi. Miałam wrażenie, że powietrze zrobiło się jakby gęste. Wydawało mi się, że jest przepełnione czymś jakby grozą, niepewnością. Szczerze? Bałam się tego wszystkiego. Harry niby mnie uratował, ale z drugiej strony naraziłam go na niebezpieczeństwo. To przeze mnie, mógł trafić do aresztu albo ponieść jakąś inną, równie nieprzyjemną karę.
    W końcu trafiliśmy do jego samochodu. Harry otworzył drzwi od strony pasażera i wpuścił mnie do środka, tak jak robił to wcześniej. Wreszcie wsiadł do auta i parę sekund później ruszyliśmy z piskiem opon.
    - Zapnij pasy- poinformował mnie, gdy w pewnym momencie usłyszeliśmy policyjne syreny.
    - Oni jadą na siłownię... Pewnie sprzątaczki zauważyły Justina- powiedziałam, a moje serce na chwilę zamarło.
    - Spokojnie. On nic im nie powie. Jestem tego pewny- odparł, kładąc swoją dłoń na mojej nodze.
    - Nie wiem...- zawahałam się.
    - Będzie dobrze, uwierz- mruknął i pocieszająco przejechał dłonią po moim policzku.
    - Harry?- wyszeptałam.
    - Tak, [T.I]?
    - Gdzie my w ogóle jedziemy? Mój dom jest w zupełnie innej dzielnicy.
    - Zabieram Cię do mnie- oświadczył, skupiając wzrok na drodze.- Chyba, że nie chcesz. To wtedy odwiozę Cię do domu- posmutniał.
    - Chcę. W końcu będę mogła zobaczyć, gdzie mieszkasz- uśmiechnęłam się w jego kierunku i odetchnęłam z pełną ulgą. Teraz byłam już bezpieczna... 

                                                                                                   MissPotatoe

    Hej Kotki!
    Mam nadzieję, że nie spieprzyłam zbytnio tego imagina. Musicie przyznać, że dostałam 'trochę' trudne zadanie. HazzGirl na razie nie za bardzo miała wenę, by go dokończyć, więc poprosiła mnie :P No i dlatego pod tym postem jest mój pseudonim. Powiem szczerze, że nie wiem czy utrzymałam styl, odpowiedni wątek i klimat imagina. Musiałam się trochę wysilić, pisząc tę część. Uwierzcie nie było mi łatwo. Podejrzewam, że pojawią się jeszcze dwie części, jeżeli oczywiście będziecie, chciały kontynuację tej serii. Mam jednak dobrą wiadomość, HazzGirl obiecała, że wcześniej czy później pojawi się TEN imagin, pisany przez nią. Jestem ciekawa jak bardzo będzie różnił się od mojego pomysłu... -.- 
    conajmniej 23 kometarze= nowy imagin! 
    Pamiętajcie im więcej kom, tym imaginy będą pojawiać się szybciej ;) A widzicie, że dotrzymuję słowa i gdy pojawia się ustalona granica, od razu biorę się do pracy i umieszczam na blogu nowy post :** CAŁUSY <3

niedziela, 13 kwietnia 2014

ROCZNICA


Hej wszystkim!
To właśnie rok temu założyłyśmy tego bloga. Była sobota, a my siedziałyśmy przed laptopem, myśląc o wyglądzie strony, chłopcach z One Direction, imaginach, ale również o czymś tak banalnym jak nasze nazwy, pseudonimy artystyczne. W końcu wpadłyśmy na nie, MissPotatoe oraz HazzGirl. Pamiętamy nasz pierwszy komentarz pod postem, który pojawił się mniej więcej o tej porze i radość z nim związaną. Ta chwila była, jest i będzie niezapomniana. Niby coś tak banalnego,a wywołało u nas dużo radości. Skakałyśmy, piszcałyśmy- to była naprawdę cudna chwila. A potem z każdym dniem liczba wejść i kometarzy, zwiększała się. Same byłyśmy w szoku. Gdy zakładałyśmy tego bloga, nie sądziłyśmy, że okażę się on sukcesem. A jednak :) Miłe zaskoczenie! Dzisiaj mamy przeszło 1657 komentarzy, 138 tys. wyświetleń, 112 obserwatorów. Nasz blog często bywał na pierwszej stronie w Google, a nawet jest odwiedzany przez osoby z USA, UK i wielu innych krajów. W tym dniu chciałybyśmy podziękować również wspaniałej&nbsp;Foreverdirectioners, która nas wspiera i wysyłam nam swoje prace, dla nas jest jak adminka :* Również wielkie, przeogromne podziękowania należą się każdemu z Was :*Przecież to właśnie dzięki tak wspaniałym czytelnikom jeszcze tu jesteśmy. Ciekawy był również konkurs na imaginy organizowany w grudniu. Byłyśmy mile zaskoczone, że tak wiele osób wzięło w nim udział.
Tyle różnych słów, myśli krąży po głowie, ale nie mamy pojęcia jak je ubrać w zdania. Może ten post nie należy do najlogiczniejszych czy też najciekawszych, ale wyraża naszą wdzięczność i radość. Wiemy, że kiedyś nadejdzie ten dzień, że skończymy tego bloga. Nie zawsze będziemy nastolatkami z bujną wyobraźnią. W końcu dorośniemy, ale mam nadzieję, iż One Direction pozostanie z nami na bardzo długo. Poza tym chciałybyśmy wydać tego bloga, tak dla pamiątki. Zawsze będziemy mogły spojrzeć na książkę i przypomnieć sobie stare, dobre czasy :*
MASSIVE THANK YOU! ! !

sobota, 12 kwietnia 2014

#94 Louis cz.7

                                                                Louis cz.4
                                                                Louis cz.5

                                                                Louis cz.6



    -[T.I], pobudka- słyszałam jak przez mgłę.
    - Jeszcze pięć minut, mamo- ziewnęłam i schowałam się pod kołdrą.
    - Wiesz, co? Chcesz, żebym się obraził?- usłyszałam kpiący głos Tomlinsona.- Nie jestem Twoją matką.
    - Co tu robisz?- zapytałam i momentalnie, poprawiłam piżamę, tak by nie odkrywała żadnych moich krągłości.
    - Nic nie pamiętasz?- zdziwił się.- To trudno, wytłumaczę Ci najwyżej później- oznajmił zawadiacko i poszturchał mnie po włosach.
    - Louis- zawołałam na znak protestu.
    - Przyzwyczajaj się, moja maleńka. A teraz muszę już się zbierać. Będziesz ze mną tęsknić?- spytał i delikatnie musnął mnie w policzek.
    - Nie- zaśmiałam się i pokazałam mu język.
    - Jestem dla Ciebie za dobry- mruknął i wyszedł z łóżka w samych bokserkach.
    - O Boże..- wymsknęło mi się. Louis miał naprawdę świetną sylwetkę. Idealne mięśnie, perfekcyjnie wyrzeźbiony tors, a na dodatek nieziemskie tatuaże. Jednym słowem, niesamowity przystojniak. Chłopak najwidoczniej zorientował się, że się w niego wpatruję i zaśmiał się w moim kierunku.
    - Będę czekał na Ciebie w samochodzie- oświadczył i wyszedł przez okno.
    Ja również dłużej nie czekałam. Włożyłam wygodne ciuchy, splotłam włosy w warkocza, a następnie zrobiłam lekki makijaż. Zanim mama zdążyła mnie zawołać na śniadanie, byłam już w kuchni.
    - Cześć mamo!- zawołałam, siadając przy stole.
    - Hej, kochanie- powiedziała i jak zawsze od rana pocałowała mnie w policzek na przywitanie.- Już Ci wkładam naleśniki.
    - Dzięki- rzuciłam i zabrałam się do posiłku.- Mamo, mogę dzisiaj wrócić trochę później, bo po szkole idę do [I.T.P], musimy zrobić projekt na biologię, bo do jutra mamy termin- skłamałam.
    - Dobrze, ale nie wracaj za późno. To do zobaczenia, kochanie. Ja już będę jechała do pracy- wstała od stołu i uśmiechnęła się do mnie.
    - Pa, mamo- zawołałam za nią, kończąc śniadanie. Odłożyłam talerz do zlewu i pobiegłam po moją torbę. Następnie założyłam buty i przekroczyłam próg domu. Zastanawiałam się czy faktycznie Louis będzie na mnie czekał.
    Zdążyłam wyjść na zewnątrz, gdy tuż za rogiem dostrzegłam jego czarne auto. Chłopak widząc mnie, uśmiechnął się i pomachał mi na przywitanie, tak jakbyśmy nie widzieli się od co najmniej paru godzin. Zanim się zorientowałam Tommo stał już obok mnie i oboje szliśmy w kierunku jego samochodu. Chłopak otworzył przede mną drzwi, a następnie sam wszedł do środka.
    - Co się stało, że jesteś dzisiaj taki miły, co?- zapytałam, gdy brunet ruszył.
    - Myślałem, że będziesz zadowolona, ale nie. Kobiety...- zaśmiał się pod nosem.
    - Po prostu jestem ciekawa skąd ta nagła zmiana nastroju- uśmiechnęłam się ciepło w jego kierunku.
    - To Ty na mnie tak działasz- odparł i w czułym geście złączył nasze dłonie. Naprawdę nie poznawałam go dzisiaj. Louis wydawał się troskliwy, opiekuńczy, zupełnie inny niż zawsze.
    - Możesz jechać trochę szybciej? Spóźnimy się do szkoły- poprosiłam delikatnie wyswabadzając dłoń z jego silnego uścisku.
    - Nie jedziemy do szkoły- oznajmił na jednym oddechu.
    - Co?!- zdziwiłam się.- Tomlinson, co Ty najlepszego wymyśliłeś? Chcesz, żebym miała przez ciebie kłopoty?
    - Spokojnie. Nikt się o tym nie dowie. Obiecuję- powiedział z dłonią na sercu.- A poza tym małe wagary jeszcze nikomu nie zaszkodziły.
    - Zwariowałeś? To samo mówiłeś ostatnio. I tak mam już przez ciebie przesrane- zawołałam.- Możesz się tu zatrzymać? Najwyżej pójdę na pieszo.
    - Nie zgadzam się. Wszystko będzie tak, jak zaplanowałem. Błagam Cię, nie bądź nudziarą. Szkoła to nie wszystko, trzeba mieć też kiedyś czas na zabawę- uśmiechnął się do mnie zachęcająco.
    Nie miałam pojęcia, czemu zgodziłam się na jego idiotyczne prośby. Równie dobrze mogliśmy zostać w domu, usiąść na kanapie i najzwyczajniej na świecie porozmawiać o różnych rzeczach. Szczerze, nie miałam ochoty na wyjazd za miasto i gdyby nie fakt, że resztę dnia spędziłabym w szkole, na pewno bym nie przystała na jego propozycję.
    W końcu odsunęłam jednak na bok czarne myśli i doprowadziłam się do porządku. Zastanawiałam się jak powinnam określić nasze spotkanie. Randka? Zwykły wypad ze znajomym ze szkoły? Jak zawsze w takiej sytuacji nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Ta zbytnia bliskość Louisa powoli zaczynała mnie przerażać.
    Nasza podróż trwała dość długo, więc oczywiście nie obyło się bez licznych narzekań z mojej strony. W pewnym momencie myślałam już, że przesadziłam i zaraz Tomlinson zdenerwuje się i na powrót, stanie się tym samym dupkiem, co wcześniej. Na szczęście byłam w błędzie. Chłopakowi najwidoczniej nie przeszkadzały moje irytujące komentarze, bo uśmiechał się szeroko i co chwilę wybuchał śmiechem. Miał świetny nastrój, który w pewnym momencie zaczął mi się udzielać. Naprawdę nigdy nie pomyślałabym, że mogę czuć się w jego towarzystwie tak dobrze.
    Powoli zaczynałam się niecierpliwić. Jechaliśmy już od dobrej godziny, a mnie zżerała ciekawość, dokąd może mnie zabrać.
    - Louis?- zaczęłam.
    - Hmm- mruknął niewyraźnie, skupiony na jeździe.
    - Zamierzasz mnie dzisiaj w ogóle odwieźć do domu?- zapytałam, spoglądając na niego.
    - Pewnie- powiedział, a mi zrobiło się lżej.- No chyba, że Ci się aż tak spodoba i będziesz prosiła mnie, abyśmy zostali dłużej. Jestem otwarty na takie propozycje.
    - Nawet na to nie licz- prychnęłam, lecz w głębi serca czułam co innego. Lou stawał się dla mnie kimś ważnym. Nie był już tym samym Tomlinsonem, którego poznałam niedawno. Miałam wrażenie, że prosi o szansę pokazania się z innej strony...- Dokąd mnie właściwie zabierasz?- spytałam, próbując zmienić temat.
    - Nie martw się, nie wywiozę Cię i nie zgwałcę. Nie jestem taki, za jakiego mnie masz- mówił, manewrując kierownicą. Parę sekund później skręcił w jakąś niewielką, wąską, leśną ścieżkę.- Jeszcze chwila cierpliwości. Zaraz będziemy- dodał, posyłając mi tajemniczy uśmieszek.
    - Co Ty chcesz tu robić? Zbierać grzyby czy może budować szałasy- zaśmiałam się histerycznie. Ta cała sytuacja wydawała mi się coraz dziwniejsza. Po jaką cholerę zabierał mnie do lasu. To było dezorientujące. Nie wierzyłam, że Louis tak po prostu pozwoli mi wracać do domu po kilku godzinach.
    - A chcesz wracać na pieszo do domu- spytał, szczerząc się szeroko.
    - Dupek- skwitowałam i zanim się zorientowałam chłopak zatrzymał samochód.- Co się dzieje?-zaniepokoiłam się.
    - Wysiadamy- oświadczył chłodno i zatrzasnął za sobą drzwi. Zdezorientowana odpięłam pas i posłusznie wysiadłam z auta.- Idziemy- dodał po chwili i delikatnie, musnął opuszkami moją dłoń. Poczułam jego ciepły, świeży oddech tuż nad ramieniem i przez parę sekund zapomniałam jak się oddycha. W końcu jednak otrzeźwiałam. Poczułam jak znajomy dreszczyk, przebiega mi po plecach. W pewnym momencie Lou złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w nieznanym kierunku. Nasze ciała przylegały do siebie, a serca biły w nierównym tempie.
    - Jeszcze parę kroków i będziemy na miejscu- oznajmił, tak jakby czytał mi w myślach, a następnie położył mi dłonie na oczach.
    - Co Ty najlepszego wyprawiasz? Chcesz, żebym się zabiła na jakimś korzeniu?- zaśmiałam się, próbując zdjąć jego ciepłe dłonie.
    - Spokojnie ze mną nic Ci nie grozi- próbował dodać mi otuchy.- Chcę, żebyś miała niespodziankę- szepnął tuż przy moim uchu, zahaczając o nie wargą.
    Powoli ściągnął z moich oczu dłonie, a ja delikatnie zmrużyłam powieki, nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa...
                                                                                                         MissPotatoe

A więc, gdzie ją zabrał? Czy coś jej zrobi? Czy ta przyjaźń stanie się jeszcze bardziej toksyczna? Czy Tommo ją wykorzysta? Jestem ciekawa, co o tym myślicie i jak potoczy się akcja... Może chcecie, żeby byli ze sobą, a może jednak nie?
Dzisiaj duuużo pytań :) Liczę na Wasze odpowiedzi :*
A jutro magiczny dzień! 13 kwietnia -> domyślacie się, co chodzi mi po głowie? *.*
17= nowy imagin!

wtorek, 8 kwietnia 2014

#93 Liam cz.1



,,Od dawna z zadumą i uwielbieniem wpatrywałam się w Twoje brązowe oczy. Wielokrotnie odwracałam wzrok, kiedy tylko na mnie spojrzałeś. Bałam się, że zauważysz jak uporczywie się na Ciebie patrzę. Może zauważyłeś już jak często znajduję się w pobliżu?
No dobra, a tak serio...
a) Tak, gapię się na Ciebie na każdej przerwie,
b) Gdy zasypiam jedyne o czym myślę to właśnie Ty,
c) Od kiedy raz powiedziałeś mi 'cześć' do tej pory uważam ten dzień za najszczęśliwszy w życiu,
d) Szaleję za Twoim uśmiechem, ogólnie za całym Tobą,
e) Od pierwszej klasy na Twój widok miękną mi kolana, ale jestem zbyt wielkim tchórzem żeby podejść i się odezwać,
f) Mam nadzieję, że odpowiesz na moją wiadomość,
g) Jeżeli uważasz to za najgłupszą tekst na świecie po prostu uznaj to za żart i zapomnij.
[T.I] [T.N]”
-Masz i mnie więcej nie męcz.-powiedziałam zrezygnowana, dając list Rachel Corn.
Wiedziałam, że właśnie przegrałam najgłupszy zakład w moim życiu. Jakim cudem się w ogóle na to zgodziłam? To dopiero pierwszy tydzień w ostatniej klasie liceum a ja już robię z siebie idiotkę. Dokładnie tydzień temu, w pierwszy dzień szkoły założyłam się z Rachel. Zakład banalny-czy Hope- nasza szkolna gwiazdka założy na tę „uroczystość” spodnie czy spódnice. Było cholernie zimno, skąd mogłam wiedzieć, że dla niej liczy się tylko wygląd i założy najkrótszą kieckę jaką kiedykolwiek widziałam? Moja naiwność...
Teraz mam za swoje... Za karę musiałam napisać list do Christophera. Chłopak, w którym się kocham od pierwszej klasy pewnie nawet nie zna mojego imienia. Obiecałam sobie, że już nigdy nie założę się z Rachel, która zawsze wygrywa wszystkie zakłady i wymyśla najgorsze kary. A teraz jej zadaniem jest dostarczyć liścik Chrisowi, prosto do jego szafki. Chciałam zrobić to sama, ale moja ukochana przyjaciółka stwierdziła, że na pewno stchórzę. Tak więc poniżający tekst właśnie tkwi w jej rękach. Nigdy więcej zakładów z nią. Nigdy! Jutro okażę się co na to on. Jeszcze chyba nigdy nie czułam się tak zażenowana...
Następnego dnia
Moje ręce jeszcze nigdy nie były tak spocone jak teraz... Byłam niemal pewna, że chłopak mnie wyśmieje. Gdy szłam do mojej szafki rozglądałam się na wszystkie strony. Matko! Żeby tylko nikt nie widział jaka jestem czerwona... Przy miejscu do którego się kierowałam stała już moja przyjaciółka. Rachel usilnie przyglądała się mojej szafce. Spojrzałam na nią również i ja. Wtedy zauważyłam małą, białą karteczkę, która tkwiła w małej szparce w drzwiach. Spojrzałam na przyjaciółkę. Błagam, niech okaże się, że nie zrobiłam z siebie kompletnej idiotki, błagam! Delikatnie wzięłam w dłonie świstek papieru. Odchyliłam złożoną na dwie połowy kartkę i pierwszym co zwróciło moją uwagę był niezwykle estetyczny styl pisania. Literki były kształtne i idealnie wyważone co do wielkości. Potem skupiłam się na treści:
„Bardzo zaskoczyłaś mnie swoim listem. Muszę przyznać, że wczorajszy dzień dzięki temu stał się moim najszczęśliwszym. Może to przeznaczenie? Uwierz mi, że podświadomie oczekiwałem tego dnia. Wierzyłem, że nadejdzie. Udowodniłaś mi, że warto marzyć. Może spotkamy się na lunchu w Hellbar? Czekam z utęsknieniem, bo:
a) Również za Tobą szaleję.
b) odwracam wzrok gdy się na mnie patrzysz,
c) jesteś moim marzeniem
d) każdej nocy o Tobie śnie.”
Normalnie skakałabym z radości na taki nieoczekiwany zwrot akcji, na uroczy liścik jaki właśnie dostałam. Jedyną rzeczą, która tu nie pasowała był podpis...
-Do kogo ty wysłałaś ten list?-spytałam przyjaciółkę. W moim głosie można było doszukać się niepewności i złości.
-No jak to do kogo? Do twojego kochanego Chrisa.-odpowiedziała Rachel-Numer szafki 777.
-Matko! Ale ty jesteś głupia! Na początku roku można było zmienić swoje numery szafek. Christopher skorzystał z okazji i obecnie ma numer 666.
-Ups...
-Ups? Ty wiesz do kogo wysłałaś ten list?
-????
-Do niejakiego Liama Payna. Kto to w ogóle jest?
-Właśnie idzie. Naprawdę przepraszam...
Spojrzałam w kierunku który wskazała mi przyjaciółka. Tak już go kojarzę. Liam Payne. Chłopak, który chyba nie ma przyjaciół. Nigdy z nikim nie rozmawia. Chodzi w dziwnych ubraniach, jak nie z tego wieku i no cóż-jest pośmiewiskiem niemal całej szkoły. Chodzi ze mną na angielski i nic poza tym.
-Rachel! Zabiję cię!-krzyknęłam.
Teraz to już przeszła samą siebie. Może dało by się jakoś wszystko odkręcić. Ale... ewidentnie podobam się chłopakami. Nie jestem suką. Nie powiem mu przecież wprost, że to nie było wyznanie skierowane do niego.
-Chcesz żebym mu powiedziała?-spytała cicho dziewczyna.
-Nie!-wiedziałam, że moja przyjaciółka jest zbyt bezpośrednia, a ja mimo wszystko nie chciałam zranić adresata listu. No cóż, będę musiała się z nim spotkać...
Tego samego dnia, pora lunchu
Czułam pulsujący ból w głowie. Nie wiedziałam jak się zachować, co powiedzieć. Szczerz mówiąc nigdy nie rozmawiałam z nim. Nie przypominam sobie nawet czy kiedykolwiek się z nim przywitałam. Było mi strasznie głupio i wstyd. Narobiłam mu nadziei a teraz po prostu powiem spadaj? Chwilę potem zauważyłam w oddali sylwetkę chłopaka. Tak, to był Liam. Myślę, że był nawet przystojny jak na mój gust. Krótkie włosy, ładne rysy twarzy, śnieżnobiały uśmiech, szczupła sylwetka... Ale te ubrania... Który nastolatek w 21 wieku tak się ubiera? Spodnie od garnituru, w kolorze brudnego brązu, biała koszula i kamizelka, podobna do tej, którą nosił Shrek. Chłopak zmierzał z moim kierunku. Słodko się uśmiechał. Miałam wątpliwości co do tego jak w ogóle będę z nim rozmawiała. Nigdy nie widziałam, żeby z kimkolwiek prowadził rozmowę.
-Cześć.-odezwał się pierwszy. Jego głos był ciepły i przyjemny.-Ślicznie dziś wyglądasz.
Na mojej twarzy pojawił się rumieniec. Hmmm wszyscy znajomi używali dziś określeń typu laska. Od razu można było zauważyć, że Liam jest inny. Wcale nie oznaczało to, że gorszy.
-Proszę to dla ciebie.-powiedział wręczając mi bukiet ślicznych tulipanów.-To dlatego trochę się spóźniłem, zbierałem kwiaty.
Na jego twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech.
-Dziękuję.-tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić. Chłopak naprawdę był uroczy. I jak ja mam mu teraz to powiedzieć? Po chwili ciszy odezwał się Payne:
-Założę się, że jesteś głodna... Może zechciałabyś ze mną zjeść lunch?
W jego głosie zabrzmiała nutka niepewności.
-Hmmmm No dobrze.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Muszę przyznać, że chłopak wydawał się być miły... no i... miałam coraz mniejszą ochotę mówić mu to co zamierzałam.
Liam złapał moją rękę i prowadził w nieznanym kierunku. Na początku czułam się trochę dziwnie, gdy chłopak ciągnął mnie w jakieś krzaki i ciasne przejścia, ale czułam, że można mu zaufać. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Przynajmniej tak mi się wydawało. Znajdowaliśmy się w jakimś małym, aczkolwiek uroczym i zadbanym ogródku. Pośród drzew można było dostrzec biały stolik, a obok niego beżowe krzesełka z poduszkami. Widok naprawdę był zachwycający. Mimo początku września było upalnie. Drzewa okazały się ukojeniem. Ogród był niemal w całości zacieniony.
-Gdzie jesteśmy?-spytałam rozglądając się.
-To ogród mojej babci.-odparł nieśmiało chłopak.-Podoba ci się?
-Oczywiście. Tu jest pięknie.-odpowiedziałam szczerze-Mieszkasz z babcią?
-Nie, ale mój dom jest na drugim końcu miasta, więc postanowiłem cię zabrać tutaj. Bardzo cieszę się, że zgodziłaś się ze mną spotkać.
-W końcu sama nalegałam.-powiedziałam zanim zdążyłam ugryźć się w język.
Moje słowa wywołały uśmiech na twarzy chłopaka. W ciągu tych kilkunastu minut Liam często się śmiał. Czułam się w jego towarzystwie swobodnie. Nie musiałam nikogo udawać. Podobało mi się to.
-To może zjemy?-znów to urocze spojrzenie...
-Tak, jasne.
Podeszliśmy do stolika a ja mimo że próbowałam się powstrzymać od śmiechu nie potrafiłam. Na stoliku leżały dwa pudełeczka.
-Moje jest to z batmanem.-Powiedziałam i szybko zajęłam miejsce. Chłopak popatrzył z niechęcią na swoje.
-Hmmm jakoś nigdy nie przepadałem za Barbie.
Oboje się zaśmialiśmy.
-No ja jakoś też nie za bardzo.
Payne patrzył na mnie wyczekująco. Otworzyłam wieczko i zobaczyłam... hmmmm...zwykły lunch. Taki jaki mama dawała mi gdy miałam sześć lat. Jabłko, mleko i kanapka. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Ten chłopak jest niezwykły. Kto inny zabrał by mnie na pierwszej „randce” do swojej babci częstując takim jedzeniem? Myślę, że Rachel na pewno by go teraz wyśmiała. Ale mi tym zachowaniem bardzo zaimponował.
-Smacznego.-powiedział chłopak i zaczęliśmy jeść. Chyba jeszcze nigdy nie smakowała mi tak zwykła kanapka. Co ja mówię? Teraz wydawała mi się najwykwintniejszym daniem. Szybko skonsumowałam swój lunch. Czułam się dziwnie, bo sądziłam, że po pięciu minutach będę miała ochotę stąd uciec. Tymczasem siedzę tu już czterdzieści pięć minut i naprawdę nie mam ochoty opuszczać tego „małego raju”. Przesiedliśmy się teraz na wielką huśtawkę. Liam wszedł do malutkiego mieszkanka by po chwili wrócić z pachnącą szarlotką.
-Musisz spróbować.-wręczył mi kawałek ciasta.-Moja babcia jest najlepszą kucharką.
Uśmiechnęłam się i wzięłam talerzyk do ręki. Rzeczywiście deser był wyśmienity. Muszę przyznać, że żadne ciasto jakie dotąd jadłam nie może równać się z tym wspaniałym smakiem. Rozkoszowałam się każdym kęsem. Siedzieliśmy blisko siebie.
-Nie chce mi się wracać do szkoły...-powiedział chłopak.
-O jejku! Szkoła!-krzyknęłam i spojrzałam na zegarek. Za pięć minut zaczyna się angielski a pan Clark nienawidzi jak ktoś spóźnia się na jego lekcje.
Zaczęliśmy biec ile sił w nogach. Może zbyt szybko... Pośliznęłam się i wpadłam prosto na kupę jakiegoś pieska. Całe szczęście, że ubrudziłam tylko bluzkę.
-I z czego się śmiejesz?- zapytałam chłopaka, chociaż sama po chwili nie mogłam pohamować wybuchu śmiechu. Payne szybko pobiegł do domu swojej babci i przyniósł mi wielką, białą bluzkę, która miała dokładnie taki sam zapach jak on. Pachniała grapefruitem. Zaciągnęłam się kuszącą wonią. No dobra już jesteśmy spóźnieni. Mimo to biegliśmy bardzo szybko. Może pan Clark się spóźni? Gdy byliśmy już niedaleko zaczął gonić nas jakiś obcy, groźnie wyglądający pies. Spowodowało to jeszcze szybszy sprint. W końcu byliśmy na miejscu. Wpadliśmy do klasy pięć minut po dzwonku co nie umknęło uwadze nauczyciela. Zaczął gadać o tym, że przerwa lunchu trwa godzinę a my i tak się spóźniamy. Podejrzewam, że i tak nikt go nie słuchał. Za karę wstawił nam po jednym nieprzygotowaniu i zajął się lekcją. Nie mogłam skupić się na przerabianym tekście, ponieważ ciągle myślałam o wspaniałej godzinie spędzonej z Liamem. Chyba jeszcze nigdy nie bawiłam się tak dobrze. W połowie lekcji Rachel zapytała:
-No i jak? Powiedziałaś mu?
Spojrzałam na nią nieprzytomnym wzrokiem.
-Nie, jakoś nie było okazji...
-Nie było okazji? W końcu po to tam poszłaś, prawda?
Zignorowałam jej uwagę i wróciłam do rozkoszowania się wspomnieniami.

                                                                                             Foreverdirectioners

Hej kotki :) Za Wami kolejny imagin naszej Foreverdirectioners :* Tym razem Liam, co o nim powiecie? Mam nadzieję, że Wam się spodoba :D
Poza tym są szanse, że w weekend pojawi się kontynuacja Nialla albo Harrego HazzGirl, nie wiem jeszcze co... Wiecie, że 13 kwietnia minie rok odkąd mamy bloga? Jedno wielkie 'WOW' <3
Doceńcie to, że na prośbę autorki nie pojawiła się tutaj najmniejsza liczba komentarzy, by przejść do kolejnego imagina :)))
Mówiłam Wam, że jestem z Was dumna? Naprawdę bardzi się ucieszyłam, że w ciągu 2 dni pod Zaynem było 21 komentarzy. Pokażcie na co Was stać również tutaj :*
Kocham\ Kochamy <3

piątek, 4 kwietnia 2014

#92 Zayn cz.2

Imagin z dedykacją dla :

~Lawędy12
~Anonimka

                                                                    Zayn cz.1



Niepewnie chwyciłam za uchwyt i otworzyłam drewnianą furtkę. Ostrożnie stawiając każdy nawet najmniejszy krok, przeszłam parę metrów. Następnie wdrapałam się po kilku, wyłożonych płytkami schodach i stanęłam pod drzwiami. Powoli pchnęłam klamkę i weszłam do środka. Odłożyłam kurtkę w przedpokoju, jednocześnie udając się dalej.
Przeraźliwa cisza. Egipskie ciemności. Nikogo nie ma.
W końcu zapaliłam światło i spostrzegłam jego. Malik siedział nieruchomo na fotelu, odwrócony do mnie plecami. W pewnej chwili podniósł się i momentalnie znalazł się u mojego boku. Chłopak utkwił we mnie swoje przepraszające spojrzenie. Miałam wrażenie, iż ma zamiar rozebrać mnie wzrokiem, przez co poczułam się nieco niekomfortowo. Tak, wpatrywał się we mnie tymi swoimi ślicznymi, czekoladowymi tęczówkami, bezgłośnie prosząc o wybaczenie. Zacisnął zęby, a kąciki jego ust wydęły się w krzywym uśmiechu. Jego idealne, otoczone wachlarzem ciemnych rzęs oczy, przepełnione były smutkiem i goryczą. Ta cała sytuacja okazała się trudniejsza niż, się spodziewałam. Oboje staliśmy tak wpatrzeni w siebie nawzajem, niezdolni do jakiegokolwiek ruchu. Wzięłam jeden, głębszy oddech, zaciągając się przy tym jego charakterystyczną wonią.
A mogło być tak pięknie. Tylko ja i on. Niestety, taki los nie był nam najwidoczniej pisany... Nie panując nad kotłującymi się emocjami, podniosłam lekko drżącą dłoń i zamachnęłam się, trafiając w jego policzek. Chłopak dotknął miejsca, w którym moja ręka zetknęła się z jego rozgrzaną skórą. Mimo moich obaw Zayn, nie dostał niepohamowanych napadów gniewu, a nawet ku mojemu zdziwieniu, przyjął to z pokorą.
    -Przepraszam, że jeszcze tu jestem. Zaraz spakuję swoje rzeczy i wyprowadzę się, tak aby mogła zamieszkać tu Twoja narzeczona- mówiłam pewnym siebie głosem.- Wiesz, co? Nie mogę sobie wybaczyć, że byłam aż tak naiwna. Czemu w ogóle Ci wierzyłam? A najgorsze, że ja Cię kochałam. Dawałam z siebie wszystko, kiedy Ty...- wyszeptałam, powstrzymując łzy, które coraz szybciej napływały do oczu.
    Malik widząc moje rozchwianie emocjonalne, podszedł bliżej, bezskutecznie próbując mnie objąć.
    - Nie zbliżaj się do mnie, ok? Idź do tej swojej Perrie- powiedziałam chłodno.- Naprawdę jest taka dobra? Jest lepsza ode mnie w łóżku? To o to chodziło? Wiem, że jest sławna, ale przez Ciebie czuję się jak nic niewarta szmata. Zamydliłeś mi oczy. A ja byłam aż tak głupia! Łudziłam się, że ktoś taki jak Ty pokochał mnie.
    -[T.I] przestań. To nie moja wina, że we wszystko wpieprza się Modest i managerowie- krzyczał, wymachując dłońmi.- Nie rozumiesz, że ten związek to tylko fikcja, zwykły wymysł?- kontynuował.- Kochanie, jesteś dla mnie wszystkim. Liczysz się tylko Ty i nikt więcej. Nawet nie wiesz jak mi ciężko udawać przed kamerami, Wiem, iż się jej.
    - Czyli to prawda- wtrąciłam i pobiegłam po moje walizki. Musiałam się stąd wynosić i to natychmiast.
    -Stój!- rozkazał, a ja mimowolnie drgnęłam i zatrzymałam się w półkroku. Pozwól, że Ci to wytłumaczę... Te wszystkie na pozór szczęśliwe miny przed obiektywem, wymuszone pocałunki... Zrozum, że muszę z nią być! Ale niedługo wszystko się zmieni, obiecuję Ci to.
    - Nie obiecuj- szepnęłam.
    - Zaufaj mi- odparł błagalnie.- Zapomniałaś już jak świetnie się bawiłaś, gdy zabrałem Cię na tę malutką wyspę? Zapomniałaś o tych cudownych nocach? Nie pamiętasz jak siedzieliśmy nad brzegiem morza, szepcząc czułe słowa? Kocham Cię i mogę Ci przysiąc, iż są to dwa najszczersze słowa, płynące z mojego serca...
    W pewnym momencie Zayn ujął moje dłonie i przyciągnął mnie do siebie, tak że nasze ciała dzieliło zaledwie parę centymetrów. Mulat przylgnął do mnie, chwytając mnie za biodra. Poczułam jak jego wilgotne wargi suną wzdłuż linii żuchwy, policzka... Jak pokonują kolejne milimetry mojej skóry, aż w końcu zatrzymują się przed ustami.
    -[T.I] mogę Cię pocałować?- zapytał z nadzieją w głosie i nie czekając na moją odpowiedź, zachłannie, wpił się w moje usta. Jego miękkie wargi pieściły moje własne. W pewnym momencie poczułam jak jego palce wędrują po moich plecach, przyprawiając mnie o palpitacje serca. Malik wiedział jak na mnie działa, toteż naparł na mnie mocniej. Zaskoczona jego zachowaniem, nie oddałam pocałunku. Po prostu stałam ze spuszczonymi rękoma. Zszokowany chłopak w końcu odsunął się ode mnie i wyczekująco wpatrywał się w moje oczy. Zażenowana spuściłam wzrok, spoglądając na czubki butów.
    - Ja...- zająknęłam się, tak właściwie nie wiedząc, co powiedzieć.
    - Tak?- spytał i spojrzał na mnie pełnymi bólu oczami.
    - Zayn... Nawet nie wiesz jakie to dla mnie trudne. Kiedy patrzę na Was, uświadamiam sobie, że nie jestem Ci już do niczego potrzebna, rozumiesz? To mnie boli- zapłakałam i wtuliłam się w jego czarną koszulkę.
    - Spokojnie, kochanie- powiedział, głaszcząc mnie po plecach i całując w czubek głowy.- To nie potrwa długo. Wkrótce będziemy tylko my i nikt więcej. Zapomnisz o Perrie i całym tym zamieszaniu. Obiecuję Ci wymyślę coś... Nie wezmę z nią ślubu, a potem uciekniemy daleko stąd - mówił, czule mnie obejmując.
                                                                                                                 MissPotatoe 

Hej laski :) 
I oto za Wami druga część Zayna :* Jak myślicie co nasz Malik wykombinuje by nie ożenić się z Perrie i udowodnić t.i , że ją kocha? Co sądzicie o takiej historii? NIe macie za złe, że Zerrie jest trochę w innym wydaniu? 
Dziękuję za wszystko! Cieszę się, że jesteście dla nas wyrozumiałe :))) To naprawdę wiele dla nas znaczy! :* Przypominam, że możecie nadal prosić o dedyki :* 
20 komentarzy= nowy imagin !

środa, 2 kwietnia 2014

post organizacyjny


Hej kochane, tu MissPotatoe! 
Mam dla was niestety smutną wiadomość :'( Nie mam pojęcia, kiedy pojawią się dalsze prace HazzGirl. Jak już mówiłam, miała problem z laptopem. I teraz, gdy powrócił z naprawy, skasowano jej trwale dane, które miała zapisane.... Jednym słowem duży RESET! A co za tym idzie straciła wszystkie napisane wcześniej imaginy, oj a było ich sporo. Musicie zrozumieć, że w takiej sytuacji odechcewa się wszystkiego, a pisanie nie przynosi już takiej satysfakcji :P Nie wiem, kiedy ponownie zabierze się za kontynuowanie imaginów. Pisanie tych samych imaginów drugi raz od połowy albo od początku, nid jdst fajne. Wiem, bo sama to przechodziłam :( 
Niestety na blogu pozostaję w tej chwili tylko JA, no i oczywiście Foreverdirectioners, która czasami "zabawi" Was jej pracami! Wiem, że jesteście zawiedzione, ja też nie ukrywam, że jest mi smutno, no ale cóż... Będę starała się dodawać imaginy jak najczęściej, ale uwierzcie, ja też nie zawsze mam czas i wenę na pisanie... Jestem tylko człowiekiem, nastolatką taką jak WY! 
Przy okazji przypominam o naszej nowej zasadzie, że 
20 komentarzy pod opowiadankiem= nowy imagin!  Mam nadzieję, że mnie, nas nie zawiedziecie! Wiemy, że stać Was na dużo komentarzy <3 <3 <3 Jeszcze raz! MASSIVE SORRY